Tomasz Wróblewski: Zjednoczeni w smutku zostaniemy różni

12 kwietnia 2010

Empatia, ponadpartyjna solidarność – „zakończmy te głupie spory”. Nie sposób dziś wątpić w szczerość apeli polityków. Płynącej z głębi serca chęci zażegnania konfliktów. Zrozumiałe, że odpychają od siebie pytania o przejmowanie opuszczonych urzędów i stanowisk.

Debatę publiczną zdominowały naturalne odruchy ludzi doświadczonych tragedią. Na każde krzepiące słowo narodowej zgody, politycznego zbliżenia, szybko pojawią się jednak szczegółowe pytania. Jak ma wyglądać równowaga sił, po tym jak scena polityczna została przeorana? W katastrofie zginęli politycy wszystkich partii i opcji, ale to opozycja została intelektualnie zdziesiątkowana.

Czy możliwe są teraz wybory prezydenckie, gdy dwie partie straciły liderów i autentycznych kandydatów? Co z reprezentowaniem wszystkich przekonań politycznych w życiu publicznym, kiedy jedna partia może stać się monowładcą? Kontrolować oba pałace, bank centralny i najważniejsze instytucje w państwie. To wszystko pytania do premiera i władz Platformy Obywatelskiej. Dziś, jeżeli nawet się wypowiadają, to mówią, że chcą ludzi kompetentnych. W języku politycznym znaczy to ni mniej, ni więcej, tylko chcemy naszych. Nie odbierając ludziom Donalda Tuska fachowości, warto sobie zadać pytanie, czy wybranie najlepszych, ale swoich ludzi, to faktycznie mądry wybór.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.