Zawodniczki, które w startach indywidualnych na torze Richmond Oval nie pokazały niczego wielkiego, stoczyły w sobotę dwa porywające pojedynki. Najpierw w półfinale z Japonkami były bliskie zapewnienia sobie co najmniej srebra. Przegrywały różnicą 1,48 s, co wydawało się już nie do odrobienia, ale nie poddały się i rozpoczęły fantastyczny pościg. Przewaga rywalek zaczęła topnieć w oczach. Do awansu do finału zabrakło Polkom tylko 0,19 s.

Niecałe dwie godziny później biało-czerwone stanęły do walki o brązowy medal z Amerykankami. I powtórzył się scenariusz z wyścigu z Japonkami, z tym że zawodniczkom z USA nie udało się wypracować na pierwszych okrążeniach aż tak dużej przewagi. 0,70 sekundy - to była maksymalna różnica. Potem Bachleda-Curuś, Woźniak i Złotkowska włączyły piąty bieg i nie dały szans słabnącym Amerykankom. Na mecie różnica wyniosła 1,57 sekundy.

Katarzyna Bachleda-Curuś z Poronina, Luiza Złotkowska z Zakopanego i warszawianka Katarzyna Woźniak nawiązały do tradycji sprzed pół wieku. Na igrzyskach w Squaw Valley w 1960 roku Elwira Seroczyńska była druga, a Helena Pilejczyk - trzecia w wyścigu na 1500 metrów.

Złoty medal zdobyły Niemki

W finale złoty medal zdobyły Niemki, które wygrały z Japonkami tylko o dwie setne sekundy.

W rywalizacji mężczyzn najlepsi okazali się Kanadyjczycy, którzy w startach indywidualnych nie zdobyli ani jednego medalu. Drużyna gospodarzy igrzysk wyprzedziła w wyścigu finałowym Amerykanów o 0,21 s. Brąz dla Holendrów, w składzie z dwoma mistrzami tych igrzysk - Svenem Kramerem (5000 m) i Markiem Tuitertem (1500 m), których wspomagał Jan Blokhuijsen. Holendrzy w małym finale, znacznie szybszym niż bieg o złoty medal, pokonali o pół sekundy Norwegów i wynikiem 3.39,95 pobili rekord olimpijski.