Nie słyszałem wystrzału w łazience, dowiedziałem się o nim od funkcjonariuszki biorącej udział w akcji w domu Barbary Blidy - powiedział dziś funkcjonariusz ABW, zeznając przed sejmową komisją śledczą.

Funkcjonariusz był członkiem grupy, która 25 kwietnia 2007 roku przyjechała rano do domu Blidów, aby zatrzymać byłą posłankę SLD.

Świadek zeznał, że kiedy dowiedział się o wystrzale, z dowódcą grupy Grzegorzem S. poszli z salonu do łazienki. "Dowódca grupy wraz z funkcjonariuszką prowadzili reanimację Blidy, ja byłem poza łazienką razem z mężem byłej posłanki" - mówił funkcjonariusz. Dodał, iż potem wraz z mężem Blidy otwierał bramę posesji dla pogotowia.

"Dzień przed zatrzymaniami pojawiła się informacja, że niektóre z osób mogą posiadać broń"

Jak powiedział zeznający oficer, po tragicznym zdarzeniu rozmawiał o jego okolicznościach z naczelnikiem wydziału, który przyjechał na miejsce. Dodał, że w domu Blidów najprawdopodobniej był też funkcjonariusz - kierowca, który przywiózł przed dom Blidów kamerę, mającą utrwalić moment zatrzymania byłej posłanki.

Funkcjonariusz zaznaczył, że na odprawie dzień przed zatrzymaniami pojawiła się informacja, iż niektóre z zatrzymywanych osób mogą posiadać broń.

Zeznający dziś funkcjonariusz pracuje w służbach od 14 lat.