Za nowym planem finansowym UE zagłosuje PiS, Porozumienie i niemal cała opozycja.
Wygląda na to, że oprócz ziobrystów przeciw zagłosuje również Konfederacja. Po stronie opozycji pojawiają się jednak pomysły, czy nie zastawić politycznej pułapki na obóz rządzący. W grę wchodzi np. ponowny wniosek o wotum nieufności dla Zbigniewa Ziobry.
Jak informowaliśmy wczoraj w DGP, ratyfikacja przez polski parlament Funduszu Odbudowy (w ramach którego nasz kraj ma pozyskać ponad 23 mld euro w postaci bezzwrotnych grantów i ponad 34 mld euro w ramach pożyczek) i nowego unijnego budżetu nastąpi prawdopodobnie w okolicach lutego lub marca przyszłego roku.
Reklama

Reklama
W związku z tym, że współtworząca koalicję rządzącą Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry już zapowiedziała, że zagłosuje przeciwko (by pokazać swój sprzeciw wobec tego, co premier Mateusz Morawiecki wynegocjował w Brukseli), pojawiają się pytania, na czyje poparcie w tej sprawie PiS może liczyć. Sejmowa arytmetyka jest nieubłagana – bez Solidarnej Polski ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego będzie dysponować 216 głosami. Do przyjęcia postanowień szczytu UE potrzeba minimum 231.
Z naszej sondy w partiach opozycyjnych wynika, że „za” głosować będą: Koalicja Obywatelska, Lewica i Koalicja Polska (PSL i jego sojusznicy). Co daje dodatkowo 213 głosów.
– Głosowanie przeciw nowemu budżetowi unijnemu i funduszowi odbudowy byłoby głupotą i robieniem czegoś, co jest niezgodne z interesem Polski. Jeśli radykałowie chcą przeciwko temu głosować, to popełniają radykalny błąd. A jeśli koalicja rządząca nie ma większości w tej sprawie i posiłkuje się głosami opozycji, to już ich problem – komentuje szef ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz. – To niesamowity zastrzyk dla polskiej gospodarki, więc trudno byłoby głosować przeciwko – wtóruje mu Krzysztof Gawkowski z Lewicy.
Wczoraj poseł Konfederacji Artur Dziambor w rozmowie z nami podkreślał sceptyczny stosunek do ustaleń szczytu unijnego, w tym funduszu odbudowy. – Uznajemy te ustalenia za kompromitację Mateusza Morawieckiego. Wprowadza się nowe podatki, którym jesteśmy co do zasady przeciwni. Pozostaje też mechanizm tzw. praworządności. To że PiS tłumaczy, że do tego mechanizmu został dopisany jakiś aneks, to tylko mydlenie oczu. Unia Europejska coraz bardziej będzie mogła wpływać na polskie prawodawstwo – mówi Dziambor w rozmowe z DGP.
Według naszych informacji w PiS nie będzie ustalonej dyscypliny klubowej w trakcie głosowania.
Teoretycznie opozycja mogłaby np. taktycznie wstrzymać się i w ten sposób spowodować, że PiS nie uzyska większości w Sejmie. Ale pojawiają się komentarze, że wyborcy mogliby nie zrozumieć takiej rozgrywki sejmowej. – Rozumiem, że zadaniem opozycji jest wygrać i pokazywać niespójność obozu rządzącego. Ale zadaniem opozycji jest także być odpowiedzialnym i mądrym. Wstrzymanie się może byłoby dobre taktycznie, ale strategicznie to byłoby harakiri – ocenia Krzysztof Gawkowski z Lewicy. Na taki wariant nie pójdzie też Koalicja Obywatelska. – Nie ma takiej możliwości. Kwestia spoistości UE i pozycji Polski jest także kwestią racji stanu i takie kalkulacje polityczne nie wchodzą w grę w takiej sytuacji – zapewnia Jan Grabiec.
Jeśli już, to bardziej prawdopodobny jest wariant złożenia kolejnego wniosku o wotum nieufności dla Zbigniewa Ziobry. Zwłaszcza gdy zagłosuje przeciwko ratyfikacji unijnego budżetu i funduszu odbudowy.
– Moglibyśmy wystawić Ziobrę Kaczyńskiemu na srebrnej tacy, prezes PiS miałby wtedy pretekst, by pozbyć się go z rządu. A że nie będzie w stanie znaleźć nowego koalicjanta w tym Sejmie, musiałby się zadowolić albo rządem mniejszościowym, albo doprowadzić do wcześniejszych wyborów – twierdzi jeden z naszych rozmówców z opozycji.
Scenariusza z wotum nieufności nie wyklucza Jan Grabiec z KO. – Zobaczymy, jaka będzie kondycja tego rządu za kilka miesięcy, snucie takich planów jest dzisiaj przedwczesne. Na razie prędzej dojdzie do zmiany premiera niż ministra sprawiedliwości – twierdzi.
Jednocześnie w opozycji pojawiają się głosy, że wotum nieufności zazwyczaj przynosi efekt odwrotny, bo obóz rządzący zazwyczaj konsoliduje się wokół zagrożonego ministra i rytualnie go broni. – Nie spodziewam się, by Kaczyński miał wyciągnąć jakieś poważne konsekwencje wobec Ziobry za głosowanie przeciwko funduszowi odbudowy – ocenia polityk koalicji rządzącej.
Zdaniem prof. Rafała Chwedoruka z UW opozycji trudno może być zastawić sidła na PiS przy ratyfikowaniu unijnych ustaleń, bo korzyści z takiego zagrania mogą się okazać niewspółmierne do kosztów. – Skoro większość obywateli wyraża zadowolenie z ustaleń ostatniego szczytu unijnego, to proeuropejska opozycja próbująca utrudniać przyjęcie tego na forum parlamentu krajowego mogłaby być posądzona o dążenie w kierunku anty unijnego radykalizmu – wskazuje politolog. Nie sądzi też, by opozycji opłacało się doprowadzić do odejścia Zbigniewa Ziobry. – Minister sprawiedliwości, jako wyrazisty polityk, jednocześnie jest jednym z negatywnych punktów odniesienia dla wyborców opozycji. Po ewentualnym odwołaniu na jego miejsce mógłby przyjść np. jakiś cichy, sprawny technokrata, który nie wzbudzałby już takich emocji, pozwalających konsolidować opozycję. Pamiętajmy też, że Ziobro atakuje rząd z prawej flanki, czyli takiej, na który żadna większa partia opozycyjna nie może sobie pozwolić – dodaje prof. Chwedoruk.