Potocki: Koniec legendy o antyrosyjskim Łukaszence [OPINIA]

Białoruś Łukaszenka
Białoruś Łukaszenka ShutterStock
2 września 2020

Wydarzenia ostatniego miesiąca powinny pogrzebać mit o Alaksandrze Łukaszence jako gwarancie niezależności Białorusi. Pokazały one, że i Łukaszenka wciąż jest prorosyjski, i Rosja pozostaje prołukaszenkowska. Sugestie, że może być inaczej, które płyną od czasu do czasu z Mińska bądź Moskwy, są elementem gry, w której Rosjanie starają się sformalizować wpływy na Białorusi, a Łukaszenka – utrzymać dotychczasowy poziom wszechwładzy.

Dla białoruskiego przywódcy priorytetem jest zachowanie władzy. Nie suwerenność kraju, nie dobre imię na świecie, nie popularność w narodzie, nawet nie relacje z Rosją czy Zachodem. Chodzi wyłącznie o zachowanie władzy. Jeśli Łukaszenka ma spokój na własnym podwórku, może się bronić przed rosyjskimi naciskami, choćby imitując zbliżenie z Zachodem. Jeśli nie, sam sprzeda Moskwie kolejne elementy białoruskiej suwerenności, byle tylko Rosjanie pomogli mu wyjść z tarapatów.

Podczas kampanii wyborczej Łukaszenka grał także na niechęci do Rosji. Trudno powiedzieć, czy jego przekaz miał przekonać proeuropejską część obywateli, czy był tradycyjnym elementem rozgrywki z Zachodem. Białoruscy dyplomaci i prorządowi eksperci już dawno nauczyli się, że ich zachodni koledzy chętnie słuchają argumentów o rosyjskim zagrożeniu, które ma uzasadniać pogłębienie współpracy z Mińskiem na korzystnych dla niego warunkach.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.