Wkrótce poznamy kandydatów na prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Reklama
W związku z szykowaną rekonstrukcją rządu ziobryści mogą wprawdzie stracić resort środowiska, ale jednocześnie zwiększyć wpływy w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który obraca miliardami złotych na projekty środowiskowe – twierdzą źródła DGP. Politycy Solidarnej Polski nie potwierdzają tych doniesień.
Na początku lipca ogłoszono konkurs na stanowisko prezesa zarządu NFOŚiGW. W piątek rada nadzorcza funduszu ma przedstawić ministrowi klimatu Michałowi Kurtyce maksymalnie trzech kandydatów na to stanowisko. „Procedura naboru nie została jeszcze zakończona, z tego też względu nie możemy udzielić informacji na temat kandydatów.
Wszczęcie procedury naboru wynikało ze złożonej rezygnacji ze stanowiska prezesa zarządu poprzedniego prezesa” – informuje nas wydział promocji i komunikacji społecznej NFOŚiGW.
Konkurs na prezesa instytucji zarządzającej wartymi miliardy złotych zielonymi projektami, w dodatku rozpisywany tuż przed planowaną rekonstrukcją rządu, może stać się nowym frontem walki między ziobrystami a PiS. Nasi rozmówcy twierdzą, że fundusz znalazł się w sferze zainteresowań Zbigniewa Ziobry. – Solidarna Polska wie, że może stracić resort środowiska, więc może spróbować zwiększyć swoje wpływy w funduszu, gdzie jest realna władza i pieniądze. Wówczas być może zadowoliłaby się teką wiceministra w nowym, połączonym resorcie środowiska – twierdzi nasze źródło.
Trop wiedzie do… o. Tadeusza Rydzyka i środowiska związanego z nieżyjącym ministrem środowiska prof. Janem Szyszką. W zeszły piątek politycy Solidarnej Polski wzięli udział w konferencji „Europejski Zielony Ład a interes Polski”, organizowanej przez Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej toruńskiego redemptorysty, jego fundację Lux Veritatis oraz Stowarzyszenie na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski im. prof. Jana Szyszki. Jak słyszymy, byli tam obecni m.in. Krystyna Szyszko, wdowa po ministrze, oraz doradca prezydenta ds. środowiska Paweł Sałek, bliski współpracownik Szyszki. Część rozmówców sugeruje, że może to świadczyć o zbliżeniu środowiska związanego z byłym ministrem z ziobrystami. Ten fakt budzi zaskoczenie wśród części polityków PiS.
Jak to się ma do konkursu w NFOŚiGW? – Podobno faworytem w konkursie jest obecny wiceprezes funduszu Artur Michalski, niegdyś szef gabinetu politycznego Jana Szyszki, który dobrze żyje z o. Rydzykiem. W przeszłości to on informował o przyznaniu dofinansowania z NFOŚiGW na projekty geotermalne fundacji Lux Veritatis. Konkurentem Michalskiego może być człowiek ministra Kurtyki i były prezes Narodowego Centrum Badań i Rozwoju Maciej Chorowski, ale Kurtyka stracił kontrolę nad tym procesem – zwraca uwagę nasze źródło.
Jego zdaniem ziobryści mogą najpierw zbudować sojusz ze środowiskiem Szyszki, a potem pośrednio wpływać na politykę NFOŚiGW. O sprawę pytamy polityków Solidarnej Polski. – Na tym etapie nie ma możliwości włączenia funduszu w strefę naszych wpływów. Aktualny p.o. prezes Dominik Bąk jest sprawny i merytoryczny, to byłaby chyba najlepsza kandydatura – twierdzi jeden z nich. – Chcemy utrzymać status quo, czyli dwa ministerstwa. Jesteśmy politykami, a nie menedżerami NFOŚiGW – dodaje jego partyjny kolega. Choć przyznaje, że fundusz to „dobry instrument realizacji polityki środowiskowej”, który jednak „uderza w politykę energetyczną polskiego państwa”.
– NFOŚiGW w ciągu ostatnich dwóch lat w ramach akcji „Mój prąd” mocno dofinansowuje fotowoltaikę i energię prosumencką. To sukces, ale teoretycznie. Jeśli zadzwonicie do PGE czy Tauronu, które ponoszą koszty europejskiego systemu handlu emisjami, to wam powiedzą, że płacą miliardy złotych za uprawnienia emisyjne. Te pieniądze trafiają do budżetu, część następnie idzie do NFOŚiGW i za te pieniądze realizowany jest program obniżający zapotrzebowanie na energię z tradycyjnych źródeł. Czyli te firmy finansują własne seppuku – przekonuje.
Polityk PiS przyznaje, że NFOŚiGW to łakomy kąsek. – To tam rozdzielane są pieniądze dla samorządów, dzięki którym można zbudować lojalność, a potem struktury. Ale nie pozwolimy ziobrystom na skok na fundusz – zapewnia. Niektórzy nasi rozmówcy podejrzewają, że plotki o wojnie frakcyjnej o NFOŚiGW to tylko dorabianie tła do wewnętrznej wojny o fotel prezesa w samym funduszu. – Ktoś, wypuszczając takie doniesienia w eter, może chcieć osłabić szanse któregoś z kandydatów – zastanawia się jeden z rozmówców.