Kwoty, które wymienia się w kontekście zarzutów korupcyjnych pod adresem Sławomira N. – jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi – nie są duże. Można nawet powiedzieć, że to pestki w porównaniu do skali, w której operowało choćby środowisko byłego pracodawcy Polaka i zarazem eksprezydenta Ukrainy Petra Poroszenki.
Te kilkaset tysięcy euro wnoszone aportem do firm słupów czy łapówki, które przypisuje się N., to dobry początek, by solidnie i długotrwale się bawić w należących do otoczenia Poroszenki klubach fitness 5 ełement, w których po treningu można napić się dobrego wina i popatrzeć na panie tańczące na rurze. Na porządnego oligarchę Sławomir N. jednak potencjału nie miał. Co najwyżej na drobnego cwaniaka, czyli biznesiuka (rzeczownik oznacza kieszonkowego, niegrypsującego biznesmena i pochodzi od połączenia słów „biznes” i „pizdiuk”).