Pekin jest pod obserwacją. Nowa Zelandia ma nowe przypadki, a Seul znów się zamyka.
W Pekinie dochodzi do nowych zakażeń COVID-19, a WHO obawia się wybuchu nowej fali epidemii w Chinach. W ciągu czterech dni w stolicy zachorowało prawie 80 osób. Wczoraj pojawiła się nowa hipoteza na temat tego, jak dochodzi do zakażeń. Wirusa znaleziono na targu spożywczym w jednej z dzielnic Pekinu (Xinfadi) przy stanowiskach, na których handlowano łososiem.
Według WHO to właśnie kontakt z surowym mięsem tej ryby jest źródłem obecnych problemów. Władze Chin wprowadziły stan epidemii w Pekinie.
Reklama
– W Chinach, gdy przez 50 dni nie dochodzi do żadnej znaczącej lokalnej transmisji, takie przypadki stanowią problem i należy je zbadać oraz kontrolować – podkreślił Mike Ryan, szef programu ratunkowego WHO. Co ciekawe, patogen wykryto na łososiu importowanym do Chin. Norwegia już zawiesiła handel rybą z tym krajem.
Wraz z obawami o drugą falę epidemii podawane są informacje o tym, że wirus cały czas mutuje. Objawy zakażonych z północnych Chin (w miastach Shulan, Jilin i Shengyang) są inne niż w pozostałych częściach kraju. Okres inkubacji jest znacznie dłuższy niż w Wuhan. Jeśli te tezy się potwierdzą, utrudni to prace nad szczepionką. Również wczoraj podano, że COVID-19 może powodować poważne powikłania cukrzycy typu 2 i przyczyniać się do rozwoju cukrzycy u zdrowych dotychczas osób. Takie informacje opublikował międzynarodowy zespół naukowców na łamach pisma „New England Journal of Medicine”.
Pesymistyczne informacje napływają też z USA. W trzech stanach: Alabamie, Południowej Karolinie i Oklahomie w drugim tygodniu czerwca zanotowano podwojenie przypadków COVID-19 w porównaniu do poprzednich siedmiu dni. W sumie 17 stanów poinformowało o dalszych wzrostach zakażeń. Koronawirus wrócił też do Nowej Zelandii, która niedawno ogłosiła sukces w wojnie z zarazą. Wczoraj poinformowano o nowych przypadkach, pierwszych od 24 dni. Zakażeni przylecieli z Wielkiej Brytanii.
To samo dotyczy Korei Południowej. – Musimy otrząsnąć się z fantazji o powrocie do rzeczywistości, jaką znaliśmy – powiedział cytowany przez „Financial Times” burmistrz Seulu Park Woon-soon. Jak pisze gazeta, zarówno rząd w Seulu, jak i doradzający mu naukowcy są przekonani, że w kraju zbyt wcześnie zniesiono ograniczenia związane z epidemią koronawirusa. W efekcie ponownie zamknięto część barów i klubów, a mieszkańców zobowiązano do noszenia maseczek w transporcie publicznym. Zatrzymano również proces powrotu części dzieci do szkół. To samo dotyczyło parków, muzeów czy obiektów sportowych. Liczba nowych zakażeń waha się w tym kraju od 28 do 80 dziennie. Większość dotyczy Seulu.