Poprawki do ustawy lub własna inicjatywa − na wzór sejmowej, ale bez wyborczej wrzutki PiS. W ten sposób mogą przebiegać prace w Senacie nad tarczą antykryzysową.



Politycy PiS liczą na to, że Senat błyskawicznie zakończy prace nad tarczą fot. Leszek Szymański/PAP / DGP
Reklama
Jeszcze przed rozpoczęciem prac Senatu o bojkot wyborów zaapelowała kandydatka KO Małgorzata Kidawa-Błońska. - Wybory prezydenckie 10 maja 2020 roku nie powinny się odbyć, ale jeśli się odbędą, apeluję do wszystkich wyborców, aby w nich nie uczestniczyli - napisała w liście otwartym. Sama zawiesiła kampanię i wezwała pozostałych kandydatów by postąpili podobnie.

Reklama
Kandydatka KO swoją decyzję ogłosiła krótko po tym, jak Sejm wprowadził do tarczy antykryzysowej zapisy o możliwości głosowania korespondencyjnego. Opozycja jednogłośnie ją skrytykowała. Dziś zajmie się nią Senat. − To poprawka niekonstytucyjna (w ordynacji wyborczej − red.), przyjęta niezgodnie z regulaminem Sejmu i „zaśmiecająca” projekt, który miał być wsparciem dla służby zdrowia, bankrutujących przedsiębiorców i pracowników − komentuje senator Bogdan Klich z PO. Senat ma dyskutować i decydować o ustawach z tarczy antykryzysowej dziś popołudniu.
Poza usunięciem poprawki PiS w kodeksie wyborczym, która dopuszcza korespondencyjne głosowanie osób na kwarantannie czy powyżej 60. roku życia, z tarczy wypaść mogą rozwiązania zwalniające urzędników z odpowiedzialności za złamanie dyscypliny finansów publicznych, jeśli nastąpiły w związku z walką z epidemią, czy uprawnienie dla premiera do usuwania członków Rady Dialogu Społecznego. Przeciwko temu protestują organizacje tworzące RDS. W tym Solidarność (o tym rozwiązaniu piszemy szerzej na żółtych stronach DGP – B11).
Opozycja ma też całą listę rozwiązań, które chciałaby dopisać. Na ogół poszerzają one pomoc ze strony państwa o np. dodatkowe zasiłki opiekuńcze. Miałyby one być wypłacane do końca epidemii, a wiek dziecka, na jaki przysługują (dziś to osiem lat), zostałby podwyższony. Pierwotnie PO chciała pułapu 15. roku życia, ale dopuszcza niższą granicę. Oprócz tego są pomysły pomocy dla studentów, organizacji pozarządowych czy zwolnienie przedsiębiorców ze składek ZUS.
W jedynym ze scenariuszy nasi rozmówcy mówią o odrzuceniu ustawy, by pokazać, że Senat nie zgadza się na instrumentalne zmiany ordynacji wyborczej. Taki krok może być jednak odebrany jako kwestionowanie pomocy dla firm i pracowników. Dlatego bardziej prawdopodobne są warianty korekty ustawy. Tu są dwie możliwości. Konwencjonalna, czyli wprowadzenie przez Senat poprawek i odesłanie z nimi ustawy do Sejmu. Albo pomysł senatorów niezależnych, według którego Senat miałby błyskawicznie przyjąć ustawę rządową jako senacką inicjatywę legislacyjną. Jednak bez kontrowersyjnych wyborczych zmian PiS i bez całego pakietu pomysłów opozycji.
− To spowoduje, że Sejm będzie mógł przyjąć natychmiast taki projekt. Dzięki czemu obywatele, firmy i służba zdrowia otrzymają pomoc, a jednocześnie nie przyłożymy ręki do działań, które stanowią zagrożenie dla życia obywateli z uwagi na pomysł przeprowadzenia wyborów w czasie epidemii koronawirusa – podkreśla Krzysztof Kwiatkowski, senator niezależny.
To legislacyjny wybieg, bo właściwa ustawa, która przyszła z Sejmu z wyborczą poprawką, leżałaby w Senacie nawet 30 dni. Tymczasem jeśli PiS zależy na rozwiązaniach antykryzysowych, to powinien błyskawicznie we wtorek przyjąć senacką ustawę w Sejmie bez poprawek i tak samo błyskawicznie miałby w ten sam dzień zadziałać Senat. W takim przypadku we wtorek ustawa trafiłaby do podpisu prezydenta.
Krytycznie na te pomysły patrzy PIS. − Byłoby dziwne, gdyby doszło do przygotowania nowej ustawy. W obecnej, kryzysowej sytuacji najlepiej byłoby przyjąć ustawę bez poprawek. Tak by z automatu trafiła do podpisu prezydenta – mówi wicemarszałek Senatu Stanisław Karczewski z PiS.
Politycy PiS liczą na to, że Senat błyskawicznie zakończy prace nad tarczą. Ale nawet niektórzy politycy PiS przyznają, że tryb wprowadzania zmian w kodeksie wyborczym do ustawy antykryzysowej tuż przed trzecim czytaniem budzi wątpliwości. − Tyle że to reakcja na to, że w kodeksie wyborczym nigdy nie brano pod uwagę sytuacji epidemii. Nawet jeśli przesuniemy wybory o kilka miesięcy, nie mamy gwarancji, że nie będzie ludzi na kwarantannie czy takich, którzy nawet wtedy będą się bali wciąż pójść na wybory − uzasadnia nasz rozmówca z PiS. Przyznaje jednak, że z praktycznego punktu widzenia poprawka generuje sporo problemów organizacyjnych. − Mamy kilka milionów wyborców w wieku 60+ i nie wiadomo, ilu z nich zechce zagłosować w sposób zdalny − mówi polityk.
Kontrowersje wzbudził nie tylko tryb przyjmowania, lecz także sama zawartość poprawki. Zdaniem wielu ekspertów zaproponowana zmiana narusza orzecznictwo TK, zgodnie z którym nie można dokonywać istotnych zmian w prawie wyborczym na krócej niż pół roku przed wyborami. Pojawiły się też wątpliwości natury konstytucyjnej, np. dlaczego limit wiekowy ustalono akurat na poziomie 60 lat (czy np. osoba 59-letnia nie będzie się bała pójść na wybory?). Z politycznego punktu widzenia efekt wyborczej wrzutki może być dwojaki. Zdaniem jednych, PiS wygenerował sytuację, w której zamiast o ewentualnych słabościach tarczy, mówi się głównie o wyborach. Inni są przeciwnego zdania, tzn. że dyskusja o wyborach przysłania sprawę tarczy, na której PiS mógłby urosnąć jako rząd pompujący miliardy złotych w ochronę miejsc pracy.