Zapytany w Polsat News, jak ocenia decyzje rządu w sprawie zaostrzenia ograniczeń w ramach walki z epidemią koronawirusa Biedroń powiedział, że wszystkie działania rządu, które będą temu służyły, będą popierane przez Lewicę. "Jeśli będzie trzeba poszerzyć te rozwiązania np. o przeniesienie wyborów, to trzeba to zrobić" - stwierdził.

Spytany, czy Polacy nie będą "łamać kwarantanny" Biedroń odpowiedział: "Polacy posiadają zdrowy rozsadek, zachowują się rozważnie, spokojnie, nie histeryzują, nie panikują, zachowują wszystkie procedury. Zatem dziś ważną role do odegrania ma rząd, który powinien wprowadzić odpowiednie elementy procedury, które będą chroniły Polaków i Polki przed większymi zachorowaniami, ale także w kontekście finansowym".

W jego ocenie, na skutek epidemii, miliony rodzin zostaną "bez realnego wsparcia finansowego", gdyż będą zwolnienia z pracy. "Wydaje się, że kroki, które są podejmowane, a dotyczące przemieszczania się, są aplikowane (przez rząd - PAP) w miarę rozsądnie. Problem jest z zabezpieczeniem finansowym, gospodarczym Polek i Polaków" - ocenił.

Reklama

Biedroń podkreślił, że Lewica postuluje - ale "rząd jest na jej postulaty głuchy" - żeby powołać stały zespół przedstawicieli rządu, opozycji, organizacji związkowych i pracodawców, który wypracowałby rozwiązania zabezpieczające finanse obywateli. "Tego dialogu brakuje" - stwierdził.

Odniósł się też do kwestii, jak mają wyglądać posiedzenia Sejmu w okresie epidemii. Biedroń stwierdził, że większość parlamentów na świecie spotyka się dziś w sposób wirtualny, a on sam jako europoseł ma specjalne wytyczne na głosowania i debaty.

"Będziemy to robić wirtualnie, za pomocą tabletów, komputerów. Da się to zrobić, to jest dziś najbardziej racjonalny sposób procedowania ustawodawczego" - powiedział. Podkreślił też, że takie metody mają służyć nie tylko ochronie parlamentarzystów, ale też ich asystentów i pracowników parlamentu. Ocenił, że zbieranie się na posiedzeniach w gmachu Sejmu jest "bez sensu", jest "nieracjonalne i głupie".

Odniósł się też do najbliższego, planowanego na piątek posiedzeniu Sejmu, który ma wtedy rozpatrzyć rządowy projekt tzw. tarczy antykryzysowej. Biedroń podkreślił, że Lewica podczas zbliżającej debaty będzie zachowywać się merytorycznie. "Chcemy wspierać ten rząd we wszystkim co dobre, ale oczywiście też chcemy im patrzeć na ręce. Od tego jest opozycja, by dawać dobre propozycje i rozwiązania oraz monitorować sytuację" - powiedział.

Podkreślił, że Lewica chce rozmawiać o sytuacji pracodawców i pracowników, gdyż rozwiązania przedstawione przez rząd jej nie zadowalają. Powtórzył postulat swojej formacji jakim jest objęcie wszystkich pracowników gwarancją minimalnego wynagrodzenia. "Co z tego, że rząd proponuje 40 proc. dopłaty jeżeli pracodawca musi znaleźć drugie 40 proc. a pracownik straci 20 proc. Skąd to wziąć kiedy bary, restauracje, urzędy i wiele instytucji jest po prostu pozamykanych" - pytał.

Zapytany skąd rząd ma wziąć "miliardy" na takie zabezpieczania stwierdził, że prezes NBP zapewnił, że "nie ma takiego problemu i jeżeli potrzeba będzie dosypać gotówki, to NBP jest w gotowości". Ocenił też, że Polska może pozwolić sobie na deficyt w budżecie.

Biedroń stwierdził, że w 2008 r. kiedy był światowy kryzys, w Polsce popełniono "wielki błąd", bo "wpierano banki, a nie ludzi". "Zwykli ludzie będą dziś realnymi ofiarami. Polskie rodziny są dziś ofiarami koronawirusa nie tylko zdrowotnie, ale też finansowo" - podkreślił.

Zapytany, czy Lewica poprze projekt rozwiązań "tarczy antykryzysowej" stwierdził, że ten projekt trzeba dopracować. "Sektor finansowy, który ma otrzymać 70 mld zł, będzie nieproporcjonalnie dofinasowany w stosunku do sektora zdrowia, który dostanie 7,5 mld zł. Nie możemy popełnić tego samego błędu, który popełniono w 2008 r. jeśli chodzi o ratowanie gospodarki" - powiedział Biedroń. (PAP)

autor: Krzysztof Kowalczyk