Prof. Tomasz Grodzki nie najlepiej radzi sobie z atakiem. To, że nie jest sprawnym politykiem, nie czyni jednak z niego osoby podejrzanej.
Reklama
Magazyn DGP. Okładka 10.01.2020 / Dziennik Gazeta Prawna
Nieraz w ostatnich dniach słyszało się, że dojście do prawdy w sprawie kopert dla ordynatora jest niemożliwe z dwóch powodów. Po pierwsze, „w tego typu sprawach” mamy „słowo przeciwko słowu”, a nie „twarde dowody”, np. nagranie. Po drugie, „dwa plemiona” w Polsce wierzą tylko w to, w co chcą wierzyć – lud pisowski po swojemu, lud antypisowski po swojemu.
To oksymoroniczna prawda pozorna. Owszem, sytuacja jest inna, kiedy mamy do czynienia z zarzutami na gębę, niż wtedy, kiedy oskarżyciel przynosi w ręku film wraz z narzędziem zbrodni oraz lekkomyślnymi e-mailami sprawcy. Tyle że karmieni w ostatnich latach licznymi nagraniami z podsłuchów przestaliśmy zauważać, że na ogół konflikty, nawet te sądowe, wsparte są relacjami, a nie twardym materiałem dowodowym. W sprawie pomówień wobec marszałka Senatu mamy historię bardzo podobną do setek spraw, w których ktoś kogoś pomawia o coś – i trzeba się z tym uporać, jak od wieków to robimy. Nieraz myślę, że w czasach, w których nie było magnetofonów i aparatów fotograficznych, sądy jednak nie działały, skoro wydawały wyroki na podstawie zeznań świadków, a nie twardych dowodów.
Część liberalnej lewicy ma o tyle problem, że chętnie brała udział w kolejnych nagonkach opartych tylko na relacjach, nawet tak nieprzekonujących, jak w sprawie Jakuba Dymka (wybijającego się publicysty lewicy, którego własne środowisko zatopiło na podstawie pomówień feministek bez dowodów). No tak, rozumują aktywiści walki słowem, to bardzo wygodne narzędzie, te pomówienia, ale ktoś musi decydować, czyje pomówienia są „słuszne”, a ich ofiary mają pójść do piekła, czyje zaś pomówienia mają zostać odrzucone. I to właśnie MY będziemy selekcjonerami. Nie, nie i jeszcze raz nie. Żadne, najsilniejsze nawet przekonania polityczne czy aksjologiczne nie zwalniają nas, przyzwoitych ludzi, z obowiązku dochodzenia prawdy.
Prawda nie jest polityczna, płciowa, rasowa czy narodowa. Jest prawdą. Tak jak jest prawdą, że w szpitalach, także tych, w których pracował Grodzki, sugerowano wykupywanie cegiełek na fundacje. Jest prawdą, że ten proceder nie jest przestępstwem, otwiera jednak drzwi do potencjalnie patogennych czy nieetycznych praktyk. Jest prawdą, że opinia o cenionym lekarzu Tomaszu Grodzkim uwiarygodnia jego wersję, a nie wersję jego przeciwników.
Inna sprawa, że polityk Grodzki mógłby wykorzystać ataki na siebie, aby zaproponować rozwiązanie kwestii cegiełek – i byłoby to znacznie lepsze niż prowadzenie czasem małostkowej obrony poprzez atak.