Najpierw miały być wakacje pod palmami, ale szybko okazało się, że niewiele z tego będzie. Później dwa rozbiory przeprowadzone przez koalicję PO-PSL. A teraz trzeci – wszystko wskazuje, że ostatni – który dokona się rękami posłów Zjednoczonej Prawicy.
Magazyn DGP 22 listopada 2019 r. Okładka / Dziennik Gazeta Prawna
Gdy tak często wprowadza się zmiany w systemie emerytalnym, Polakom trudno uwierzyć w jego stabilność, nawet jeśli korekty są słuszne. Prawdziwa katastrofa nadeszła, gdy politycy przypomnieli, że sumy, które gromadzimy w otwartych funduszach emerytalnych, to jednak pieniądze publiczne, a nie prywatne. Dzięki temu można było obligacyjną część funduszy umorzyć i zamienić je w zapisy księgowe w ZUS, a w efekcie rozmontować maszynkę do generowania długu publicznego. I przy okazji zrujnować wiarę w system emerytalny, którego elementem był filar kapitałowy. Wielu Polaków poczuło, że ich składka trafiająca do OFE została znacjonalizowana. Nie przekonuje ich argument, że mają imienny zapis na subkoncie w ZUS.
DGP
Ofiarą osłabienia zaufania do państwa wskutek zwijania OFE padł teraz PiS w związku z pracowniczymi planami kapitałowymi (PPK). Nie są one elementem systemu emerytalnego, ale instrumentem finansowym, który służy głównie odkładaniu pieniędzy na starość. Warunki są konkurencyjne w porównaniu właściwie ze wszystkimi formami pomnażania kapitału, jakie występują na rynku. Ale co z tego, skoro Polakom PPK kojarzy się z OFE. I wracają te same demony. Na początku autorzy PPK ich nie docenili; twierdzili, że prywatność oszczędności w planach kapitałowych jest tak oczywista jak w przypadku pieniędzy, które trzymamy w bankach.
Trudno więc nie potraktować pomysłu premiera, aby wpisać do konstytucji gwarancję prywatności pieniędzy w PPK czy na indywidualnych kontach emerytalnych, jako strzału w stopę. Dopiero wysunięcie tej propozycji w wielu głowach zasiało wątpliwość, czy rzeczywiście środki te są gwarantowane. Nikt rozsądny do tej pory tego nie kwestionował i pewnie nadal nie powinien. W ustawie zasadniczej jest bowiem zapisana ochrona praw własności. Jeśli jednak ktoś proponuje gwarancję konstytucyjną i to bez szans na jej wprowadzenie, to mimowolnie zaprasza do podważania zaufania do dobrze ocenianego programu. Choć intencja premiera jest jasna – każdą możliwą metodą zachęcić ludzi do długoterminowego oszczędzania – to zakomunikowano ją w sposób, który może przynieść skutek przeciwny do zamierzonego.
Tym bardziej że gwarancję konstytucyjną chce wprowadzać ekipa, która z ustawą zasadniczą obchodzi się mało delikatnie, próbując nawet omijać ją zwykłymi ustawami. Nie powinna się dziwić, gdy ktoś kwestionuje jej wiarygodność w tej dziedzinie. Wiary w zapewnienia PiS nie wzmacniają też zawirowania związane z pomysłem likwidacji zniesienia limitu składek na ubezpieczenie społeczne, czyli tzw. 30-krotności. Propozycja ta pojawia się i wraca. Dziś nie ma jej na stole, ale jaka jest gwarancja, że plany rządzących znów się nie zmienią? Dlatego trudno będzie premierowi zdobyć poparcie opozycji i zbudować ponadpartyjne porozumienie w sprawach emerytalnych. Podziały są zbyt duże, a zaufania nie ma. Premier ma dobre intencje, ale wiadomo, co jest dobrymi intencjami wybrukowane.