Już ponad 4 tys. Kaszmirczyków przebywa w areszcie. Indiom nie udaje się ostudzić emocji w spornym regionie
Dwa tygodnie od zniesienia przez New Delhi specjalnego statusu Kaszmiru region nadal pozostaje niestabilny. Władze w tym tygodniu z powrotem otworzyły szkoły, ale mimo to wczoraj w większości były one puste. Rodzice postanowili zatrzymać dzieci w domu w obawie przed starciami służb z protestującymi. W nocy z poniedziałku na wtorek aresztowano kolejnych 30 osób. Według „Reutersa” to głównie młodzi ludzie, którzy w ostatnich dniach w niektórych dzielnicach Śrinagaru, miasta stołecznego regionu, rzucali kamienie w kierunku służb bezpieczeństwa. Łącznie w areszcie przebywa już ponad 4 tys. osób. Wśród nich są separatyści i polityczni liderzy, którzy działają na rzecz oderwania regionu od New Delhi.
Aresztowania mają zapobiec rozlewowi krwi, podobnie jak obostrzenia wdrożone przez indyjskie władze jeszcze przed zniesieniem autonomicznego statusu regionu. Kaszmirczykom zakazano zgromadzeń publicznych powyżej 4 tys. osób. Pomimo tego mieszkańcy masowo wychodzili na ulice. Do ostatnich starć protestujących z policją doszło w sobotę. Indyjskie oddziały użyły gazu łzawiącego i śrutu, by rozpędzić demonstrujących. Jedna osoba zginęła, co najmniej dwie zostały ciężko ranne. Ponad dwa tygodnie temu zniesiono łączność telefoniczną i dostęp do internetu w niektórych częściach regionu. Władze zapowiedziały stopniowe znoszenie obostrzeń, ale telefony nadal nie działają.
Reklama
Decyzja podjęta 5 sierpnia przez indyjskiego premiera Narendry Modiego o zniesieniu specjalnego statusu regionów Dżammu i Kaszmir była niespodziewana. Oznacza, że New Delhi przejmie bezpośrednią kontrolę nad mającymi do tej pory rozległe uprawnienia prowincjami. Dla ich mieszkańców, wśród których większość stanowią muzułmanie, oznacza to również strach o pracę i ziemię. Do tej pory jedynie oni mieli prawo do kupowania gruntów oraz podejmowania pracy na stanowiskach rządowych i uczelniach. Zniesienie tego przywileju sprawi, że w Dżammu i Kaszmirze mogą pojawić się outsiderzy.

Reklama
Pakistan, który rości sobie prawa do spornych terytoriów, w odpowiedzi na decyzję New Delhi podejmował na razie wyłącznie działania prawne i dyplomatyczne m.in. na forum ONZ. Pakistański premier Imran Khan w zeszłym tygodniu zapowiedział jednak, że wojsko w każdej chwili może odpowiedzieć na indyjską agresję w regionie. Islamabad jest gotowy dać New Delhi lekcję i będzie walczyć do końca – mówił Khan. Pakistański przywódca regularnie też udziela się na Twitterze. W jego ocenie wydarzenia w Kaszmirze przypominają nazistowskie Niemcy – świat milczy, podobnie jak milczał wtedy, gdy Adolf Hitler dochodził do władzy.
Narastające napięcie pomiędzy dwoma mocarstwami atomowymi nie jest dobrą wiadomością dla społeczności międzynarodowej. Do jego rozładowania wezwał oba państwa amerykański prezydent Donald Trump, który rozmawiał telefonicznie z Khanem i Modim w poniedziałek. Na Twitterze przywódca napisał, że rozmowy z jego „dobrymi przyjaciółmi” dotyczyły partnerstwa strategicznego, ale przede wszystkim tego, by Indie i Pakistan pracowały na rzecz zmniejszenia napięć w Kaszmirze. „Trudna sprawa, ale dobre rozmowy!” – podsumował prezydent Stanów Zjednoczonych.
Indyjskie media odnotowują, że Waszyngton pozostawia rozwiązanie obu stolicom, co oznacza, że Stany Zjednoczone nie zmieniają swojej polityki wobec Kaszmiru, traktując go jako kwestię bilateralną. Dodają też, że rozmowa Trumpa z Modim nastąpiła kilka dni po tym, jak zastępca sekretarza stanu John Sullivan rozmawiał z indyjskim ministrem spraw zagranicznych Subrahmanyamem Jaishankarem w New Delhi o zacieśnieniu współpracy w ramach partnerstwa strategicznego m.in. w regionie Indo-Pacyfiku, gdzie rosną wpływy Chin.
Podczas gdy prezydentura Trumpa przyniosła znaczące zbliżenie Waszyngtonu z New Delhi, relacje z Islamabadem ochłodziły się. W zeszłym roku amerykański przywódca wycofał pomoc wojskową opiewającą na ponad 300 mln dol. dla Pakistanu za to, że Islamabad nie podejmuje wystarczającej walki z dżihadystami.