Kwestie LGBT są tematem wrażliwym w Polsce, bo jesteście państwem katolickim i to rozumiem; nie chcę być niepotrzebnie prowokacyjna - mówi w wywiadzie dla tygodnika "Do Rzeczy" ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher.

W rozmowie poruszono m.in. kwestię wizyty prezydenta USA Donalda Trumpa w Polsce, która ma trwać od 31 sierpnia do 1 września. "To nadal nie jest oficjalna informacja, ale mogę powiedzieć, że idziemy do przodu. Zazwyczaj Biały Dom nie potwierdza wizyt wcześniej niż 30 dni przed terminem, ale pracujemy nad umówieniem wszystkiego na wspomniane daty" - odparła ambasador.

Dopytywana, czy chodzi o dwa pełne dni, Mosbacher odpowiedziała, że chodzi o część 31 sierpnia i 1 września "z wylotem po ceremonii rocznicy wybuchu II wojny światowej". "Do jakiego państwa, w tej chwili jeszcze nie wiadomo. Zwracam uwagę, że jeśli wszystko dojdzie do skutku, to znacznie więcej, niż pierwotnie planowano. Jestem osobiście zaskoczona, że mówimy o półtora dnia, bo pod uwagę brano tylko jedno popołudnie, 1 września" - powiedziała ambasador.

Mosbacher została też zapytana też m.in. o otwarte wspieranie postulatów środowisk LGBT w Polsce. Jak wskazano, zachowanie ambasady USA wzbudziło dużo kontrowersji, "łącznie z argumentem ingerowania w politykę wewnętrzną Polski".

"Reprezentuję Stany Zjednoczone Ameryki i jestem tutaj - co wyłożył mi na piśnie prezydent - aby reprezentować również wartości mojego kraju. W pierwszej kolejności muszę zadbać o bezpieczeństwo rodaków w Polsce, a potem o wartości, a jedną z nich jest brak dyskryminacji i wiara w to, że ludzie są równi. Taką mam pracę, z którą wiąże się również podnoszenie głosu, gdy te kwestie są naruszane albo podważane" - powiedziała ambasador.

"Oczywiście mam świadomość, że moim obowiązkiem jest również bycie wrażliwą na wartości państwa-gospodarza, które nieco różnią się od naszych. Kwestie LGBT są tematem wrażliwym w Polsce, bo jesteście państwem katolickim i to rozumiem. Nie chcę być niepotrzebnie prowokacyjna" - dodała.

Mosbacher została też zapytana o kwestię zniesienia wiz dla Polaków. Jak wskazano, w ostatniej rozmowie z tygodnikiem zapewniła, że zostaną one zniesione do 2019 r. W odpowiedzi Mosbacher potwierdziła, że "do końca roku fiskalnego, tj. do września 2019 r., wymagania dotyczące zniesienia wiz będą spełnione i będziemy w stanie nominować Polskę do programu Visa Waiver". "Przypominam jednak, że proces wdrożeniowy trwa od trzech do sześciu miesięcy. Dotrzymam zatem mojej obietnicy, ponieważ cała reszta, nawet jeśli zakończy się w 2020 r., będzie tylko biurokratyczną formalnością" - powiedziała.

Pytana o kwestię ustawy JUST, która może wrócić na jesieni wraz z obligatoryjnym raportem Departamentu Stanu, Mosbacher odparła, że ma świadomość, że "ten temat nie zniknie". "Być może nigdy, a na pewno do czasu, aż Polska nie zdecyduje, jak do niego podejść. Nie jestem w stanie jako ambasador rozwiązać tego sporu. Jedyne, co mogę to zarządzać kryzysem, który już istnieje i sprawić, aby się nie zaostrzył" - powiedziała.

Dopytywana o stanowisko polskiego rządu, zgodnie z którym "żadnej restytucji pożydowskiego mienia bezspadkowego nie będzie", Mosbacher odparła: "Jak widać, nie jest to rozwiązanie satysfakcjonujące, skoro problem stale wraca". "I będzie wracać, aż coś się z tymi zrobi" - dodała. "Nie wiem, co, bo temat jest niezwykle bolesny, emocjonalny i osobisty. Co smutne, ten konflikt jest niszczący dla wszystkich biorących w nim udział stron: Ameryki, Polski i Izraela. To jedna z rzeczy, która mnie szalenie frustruje, ponieważ wiem, jak złożone jest to zagadnienie i jak daleko poza moim zasięgiem. Naprawdę liczę na to, że Polska i społeczność żydowska w USA znajdą wspólne rozwiązanie" - powiedziała Mosbacher.