Obronność nabiera wymiaru politycznego i staje się szansą na reaktywację Trójkąta Weimarskiego – mówi w rozmowie z DGP Łukasz Jurczyszyn, ekspert ds. Francji w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.
Reklama
DGP
Wrócił pan dopiero z Paryża z rozmów z ekspertami francuskimi. Czy współpraca fachowców wygląda lepiej niż ta na poziomie politycznym?
Te rozmowy na temat relacji państw Grupy Wyszehradzkiej i Francji rozpoczęły się półtora roku temu. Wtedy relacje rzeczywiście były bardzo słabe. Dlatego nasz cykl pięciu konferencji miał na celu doprowadzenie do lepszego zrozumienia percepcji nowej administracji w Paryżu. W rozmowy mocno zaangażowało się francuskie MSZ. Wszystko bardzo przyspieszyło, kiedy prezydent Francji Emmanuel Macron zaczął rzucać kolejnymi propozycjami reform europejskich. W pewnym sensie nasza praca zaczęła polegać na reagowaniu na jego pomysły. Dzięki zaangażowaniu PISM, partnerów z Węgier, Czech, Słowacji, a także polskiego MSZ powstało 16 sektorowych dokumentów, w których rozpatrujemy punkt widzenia całej Grupy Wyszehradzkiej (także na poziomie krajowym) na politykę Macrona i politykę wobec aktualnego rządu we Francji.
Macron wielokrotnie krytykował nasz region. Czy po wyborach do Parlamentu Europejskiego nadchodzi czas na zmianę?
Na przestrzeni półtora roku doszło do dużej zmiany po stronie polskiej. Na początku reakcje Warszawy na propozycje Macrona albo nie istniały, albo były bardzo krytyczne. Gołym okiem było widać napięcie wynikające z głównej wizji Macrona Europy dwóch prędkości. Przez ten czas dużo się zmieniło. Nie wypalił główny zamysł francuskiego prezydenta, aby oprzeć swoje reformy o sojusz z Angelą Merkel. Osłabienie tej koncepcji, przegrana, choć niewielka, w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a także wewnętrzne osłabienie Macrona w wyniku protestów żółtych kamizelek prowadzi do redefinicji polityki europejskiej Francuzów. Bruno Le Maire, minister gospodarki Francji, nazwał już błędem gardzący język w stosunku do Polski. Z naszych rozmów wynika, że to nie są słowa wyrwane z kontekstu, żadne testowanie reakcji. To raczej jest wola długoterminowa.
Bruno Le Maire już wcześniej zachęcał oba kraje do zbliżenia gospodarczego. Jakie są perspektywy na tym polu?
Potencjał widać choćby w wynikach badań przeprowadzonych przez Polsko-Francuską Izbę Gospodarczą. W 2017 r. francuskie firmy reinwestowały w Polsce 3,6 mld zł, co stanowiło aż 48 proc. ich zysków. Również na poziomie globalnym jest zbieżność wizji. Oba rządy chcą wzmacniać europejski przemysł w sytuacji globalnej konkurencji, przede wszystkim z Chinami i USA. To samo tyczy się chęci opodatkowania gigantów cyfrowych i zwalczania rajów podatkowych. Mamy też współpracę francusko-niemiecką na rzecz rozwoju własnych baterii do samochodów elektrycznych, do której przyłączyć mogą się polskie firmy.
Gdzie pojawiają się problemy?
Głównie w polityce socjalnej. Pracownicy delegowani i pakiet mobilności to we Francji bardzo ważny temat polityczny, który budzi u wyborców duże emocje.
Tak samo jak w Polsce.
Natomiast jeżeli porównamy możliwości rozwojowe i dochodowe, jakie wynikają z opodatkowania gigantów cyfrowych i przygotowania europejskich czempionow przemysłowych na konkurencję globalną, to są one znacznie większe od samego rynku mobilnego.
Czy spór o caracale poszedł już w niepamięć?
Obronność to obszar współpracy, który można szybko naprawić po nieudanym zakupie helikopterów. Francuzi liczą, że uda się Polsce sprzedać okręty podwodne. Podkreślają, że rozwój Europejskiego Funduszu Obronnego i mechanizmu PESCO w szczególności dla Polski przedstawia potencjał do wykorzystania razem z Francją. I Paryż nas do tego zaprasza. Co więcej, obronność nabiera także wymiaru politycznego i staje się szansą na reaktywację Trójkąta Weimarskiego. Istnieją wspólne plany Berlina i Paryża budowy nowego modelu czołgu i myśliwca. Dostajemy sygnały, że w związku z napięciami pomiędzy nimi istnieje potencjał dla Polski, żeby te ich relacje zbalansować. Ale inicjatywa do reaktywacji Trójkąta stoi po stronie Paryża.
Macronowi zdarzało się krytykować państwa Grupy Wyszehradzkiej za ich odmienne podejście do polityki migracyjnej. Jakiego rodzaju porozumienie można uzyskać w tej sprawie?
Ambasador Francji w Bratysławie wyłożył nam podczas jednego ze spotkań, że francuska optyka na kwestię migracji nie jest aż tak oddalona od polskiej. Paryż chce większych działań pomocowych na zewnątrz UE, poszerzenia Frontexu, zwiększenia liczby deportacji i lepszego kontrolowania tego procesu. Owszem, Macron w jednej z deklaracji uzależnił nawet uczestnictwo w strefie Schengen od solidarnego przyjmowania uchodźców. Mam jednak wrażenie, że trzeba to zaliczyć na poczet języka kampanii wyborczej. Aktualna polityka migracyjna Francji jest bardzo restrykcyjna, nastawiona na zwiększone kontrole i szybsze rozpatrywanie wniosków azylowych.
Czy rozmawiając z przedstawicielami francuskiego MSZ i ekspertów, udało się panu wysondować, na kogo stawia Paryż w wyścigu o fotel szefa Komisji Europejskiej?
Ta sprawa była kwitowana raczej humorystycznie, że Francuzi zawsze będą bardziej popierać Francuza, co wskazywałoby na Michela Barniera. Ale w naszych rozmowach żadne konkretne nazwiska nie padły.
Jeszcze przed eurowyborami dużo mówiło się o wizycie Emmanuela Macrona w Warszawie. Kiedy może dojść do takiej wizyty?
Polska strona nie podjęła ryzyka wizyty przed eurowyborami, zważając na język wyborczy francuskiego prezydenta, który mocno dzielił rządy państw unijnych na populistów i siły proeuropejskie. Nie mogę się wypowiadać za polskie władze, ale z mojej czysto analitycznej perspektywy szczerze wątpię, żeby sytuacja poprawiła się aż do polskich wyborów parlamentarnych jesienią. To, co jednak już teraz wiemy po wysłuchaniu analiz francuskich, to fakt, że polski rząd nie jest już w Paryżu traktowany jako przypadkowa władza i że dzisiaj nie da się realizować skutecznej polityki europejskiej, omijając nasz kraj. Z drugiej strony widać wzrastające ambicje Polski, aby nie zamykać się tylko w gronie przyjaciół Grupy Wyszehradzkiej, ale żeby nawiązać lepszą współpracę z dużymi partnerami, przede wszystkim z Francją i Niemcami, i bardziej decydować o przyszłości Unii, niejako wbrew wypowiedzianym niegdyś słowom Macrona. W tej kwestii na pewno Polska ze swoimi licznymi przewagami, np. wzrastającej roli w relacjach transatlantyckich, wychodzi przed szereg pozostałych członków Grupy. Zresztą konfliktowy język i polityczne nieporozumienia są obecnie na pewno bardziej widoczne w relacjach Pałacu Elizejskiego z węgierskim rządem Viktora Orbána niż w stosunkach z Polską.