Polska i Francja nie powróciły do rozmów o nowym terminie wizyty Emmanuela Macrona w Warszawie. Nasz rząd postrzega jego politykę jako niekonsekwentną.
Po przełożeniu planowanej na kwiecień wizyty francuskiego prezydenta w Polsce pojawiła się informacja, że dojdzie do niej po wyborach europejskich. Jako możliwy termin wskazywano czerwiec. Z informacji DGP wynika jednak, że do rozmów o nowej dacie w ogóle nie doszło. W Pałacu Prezydenckim „nie ma żadnych nowych informacji” na ten temat. Z kolei po stronie francuskiej słyszymy, że rozmowy nie zostały wznowione. – Do kalendarza Macrona w styczniu wpisano wizytę w Warszawie na kwiecień, ale potem odwołano ją na prośbę strony polskiej – mówi rozmówca DGP. Od tamtej pory zapadła cisza.
Prawo i Sprawiedliwość, odwołując wizytę, chciało uniknąć wpisania wizyty Macrona w Polsce w kampanię do europarlamentu. Obawiano się, że – jak mówił wówczas europoseł PiS Ryszard Czarnecki – prezydent mógłby w Warszawie ulec pokusie dorzucenia do ideologicznego pieca. Co nie służyłoby poprawie polsko-francuskich stosunków, lecz wręcz przeciwnie – mogłoby je pogorszyć.
Ze źródeł rządowych słyszymy, że możliwa jest wizyta premiera Mateusza Morawieckiego w Paryżu w lipcu. Jednak i w tym przypadku żadne ustalenia jeszcze nie zapadły. Ostatnio francuską stolicę odwiedziła szefowa rządu Beata Szydło – w listopadzie 2017 r. Od tamtej pory do spotkań bilateralnych na najwyższych szczeblach pomiędzy Polską a Francją nie dochodziło. Premier Morawiecki ma możliwość rozmawiania z Macronem podczas unijnych szczytów, do których ostatnio w związku z krystalizowaniem się nowych unijnych władz po europejskich wyborach dochodzi często. Ale w relacjach dwustronnych partnerem do rozmowy dla francuskiego prezydenta, zgodnie z protokołem, nie jest polski premier, lecz prezydent. Z dyplomatycznego kalendarza wynika, że teraz czas na oficjalną wizytę francuskiej głowy państwa w Warszawie. Nie doszło do niej od czasu, gdy poprzednik Macrona – Francois Hollande po awanturze o Caracale zdecydował się odwołać swój przyjazd planowany na październik 2016 r.
Reklama
Okazją do wizyty Macrona w Polsce mogą być obchody 1 września. Do Paryża wysłano również zaproszenia na szczyt Bałkanów Zachodnich, który odbędzie się na początku lipca w Poznaniu. MSZ nie otrzymało jeszcze oficjalnej odpowiedzi, kto wybiera się do stolicy Wielkopolski.

Reklama
Niewykluczone, że ponownie do Polski przyjedzie minister gospodarki i finansów Bruno Le Maire. To sprawdzony partner do rozmów. Chwalony w Warszawie. Jak mówi DGP wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański, wizyty tej „bardzo ważnej postaci we francuskim rządzie mają bardzo konstruktywny charakter”.
– Kontakt między nim a premierem Morawieckim, który narodził się w czasach wspólnych obrad Ecofinu (rada gromadząca ministrów gospodarki i finansów krajów UE – red.) jest bardzo dobry i rzeczowy – podkreślił wiceszef MSZ.
Sam Le Maire w rozmowie z DGP podczas swojej wizyty w Warszawie w lutym entuzjastycznie mówił o perspektywach polsko-francuskiej współpracy. – Polska może odegrać kluczową rolę, jeśli chodzi o przyszłość Europy, i Francja jest tego świadoma. Już teraz jest jednym z kluczowych graczy na europejskiej scenie – mówił wówczas francuski polityk.
Le Maire przyjechał do Warszawy, by pogłębiać współpracę gospodarczą, szczególnie w wymiarze przemysłowym. Do przełomu w relacjach jednak nie doszło. Czy jest na to szansa w najbliższym czasie? Szymański uważa, że to zależy, bo z jednej strony jest dobra współpraca z Le Maire’em, natomiast z drugiej – są „retoryczne ataki ze strony prezydenta Macrona zwrócone przeciwko Europie Środkowej”.
– To niekonsekwentne. Przyglądamy się temu z uwagą, ale w Paryżu chyba wciąż nie ma strategicznej decyzji, jak ułożyć relacje z Europą Środkową. Czy ją paternalizować, czy uznać za równoprawnego partnera i przejść do równoprawnej współpracy – mówi Szymański. W jego ocenie w Paryżu liberalne racje partyjne kłócą się z racjami państwowymi. Szymański podobną sytuację widzi też w Berlinie. – Są tam politycy jak Wolfgang Schäuble, który mówi, że czasy się zmieniły, Europa Środkowa jest podmiotem w UE i musimy rozmawiać na poważnie i po partnersku. Są jednak i tacy, którzy uważają, że najlepiej rytualnie załamywać ręce nad demokracją w Polsce i nas pouczać. To niespójna polityka – podkreśla.
Stawianie na rozwój europejskiego przemysłu to jedna z niewielu spraw, o której Warszawa i Paryż mówią podobnie. Wspólną sprawą jest również polityka rolna. Obie stolice nie zgadzają się na cięcia funduszy na rolnictwo w unijnym budżecie po 2020 r. Francja poparła również dyrektywę gazową mającą utrudnić budowę Nord Stream 2, co zostało odebrane w Warszawie jako gest w naszym kierunku. Na tym jednak podobieństwa w zasadzie się kończą, a zaczynają problemy.
Powodem, dla którego Hollande odwołał swoją wizytę trzy lata temu, był unieważniony przez Polskę przetarg na śmigłowce. Le Maire mówił, że ta sprawa, chociaż była wielkim rozczarowaniem dla francuskiego rządu, należy do przeszłości. Francuzi liczą na nowe kontrakty, ale strona polska stawia mocno na współpracę z Amerykanami w obszarze obronnym.
Polskę i Francję różnią też kwestie o wiele bardziej fundamentalne – to spojrzenie na przyszłość UE. Macron chce większej integracji w strefie euro, co mogłoby oznaczać marginalizację tych krajów, które wspólnej waluty nie mają. Poza tym francuski prezydent ma bardzo ambitne podejście do samej UE, co jest odczytywane przez PiS jako zakusy federalistyczne. Propozycje Macrona dotyczące rozszerzania kompetencji Brukseli i powołania nowych unijnych organów spotykają się jednak z niechęcią nie tylko w Warszawie, lecz także w Berlinie. Co nieco studzi zapał francuskiego prezydenta.
Co więcej, działania Macrona w sprawie pracowników delegowanych są postrzegane przez Polskę jak zapowiedź zwiększania przez Francję barier na wspólnym unijnym rynku, przeciw czemu Warszawa mocno protestuje. Tu z kolei po drodze jest nam z krajami północnymi takimi jak Holandia czy Dania, które sprzeciwiają się protekcjonizmowi i wspólnie z nami wzywają do dokończenia budowy wspólnego rynku.
Inną kwestią jest to, czy w ogóle Prawu i Sprawiedliwości zależy na wizycie Macrona w Polsce przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Jak słyszymy wśród polityków, ugrupowanie mocno się sparzyło sporem o praworządność przed wyborami samorządowymi. W trwającym postępowaniu przed Trybunałem Sprawiedliwości UE w sprawie Sądu Najwyższego upatrywano powodów słabszego wyniku wyborczego PiS.
Francuzi liczą na kontrakty, ale my stawiamy na współpracę z USA