Frans Timmermans może zostać szefem Komisji Europejskiej pod warunkiem, że pomocną dłoń wyciągnie do niego Donald Tusk.
Reklama
W wyścigu o najważniejszy fotel w Brukseli największe szanse ma czworo kandydatów: Francuz Michel Barnier, Holender Frans Timmermans, Dunka Margrethe Vestager i Niemiec Manfred Weber. I chociaż o Weberze i Timmermansie słyszymy najczęściej, to ich szanse – według naszych źródeł – są najmniejsze. O tym, kto będzie zarządzać Komisją Europejską, przesądzi układ sił w nowym europarlamencie. Europejczycy pójdą do urn, by wybrać nowy skład PE za pięć tygodni.

Liberałowie mocniejsi po wyborach?

W tym roku możemy się spodziewać, że proces wyłaniania nowych władz w Brukseli będzie się przeciągać ze względu na duże zmiany w układzie sił na europejskiej scenie politycznej. Rządząca od 40 lat w Brukseli koalicja chadeków i socjalistów najprawdopodobniej straci większość. Aby pozostać przy władzy, będzie musiała znaleźć trzeciego koalicjanta. Najbliżej tego są liberałowie, którzy jako jedyna partia unijnego mainstreamu mają szansę zwiększyć swój stan posiadania w wyborczym wyścigu. Zwłaszcza że po wyborach do ALDE – tak nazywa się grupa polityczna jednocząca europejskie partie liberalne – ma dołączyć francuski prezydent Emmanuel Macron i jego ruch Naprzód, Francjo.

Reklama
Spekulowano też, że do wielkiej koalicji zamiast liberałów mogliby dołączyć konserwatyści. We wczorajszym wywiadzie dla DGP Ryszard Legutko z PiS, szef Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, potwierdził, że takie rozmowy były prowadzone. Chadecy jednak mocno skręcili w lewą stronę i szanse na alians są niewielkie. Niezależnie od tego, jaki ostatecznie będzie skład wielkiej koalicji, jej sformowanie zabierze trochę czasu. Potem przyjdzie czas na rozdzielanie unijnych stołków, w tym tego najważniejszego – szefa Komisji Europejskiej.
To stanowisko jest obsadzane zgodnie z metodą Spitzenkandidaten (wiodących kandydatów): stanowisko obejmuje wskazany jeszcze przed wyborami europejskimi kandydat zwycięskiego ugrupowania. I tak w 2014 r. przewodniczącym KE został Luksemburczyk Jean-Claude Juncker zaproponowany przez chadeków jeszcze przed elekcją. Tym razem kandydatem Europejskiej Partii Ludowej (EPP), która zapewne wygra wybory, znacząco jednak osłabiając swój stan posiadania, jest Niemiec Manfred Weber, pełniący funkcję szefa frakcji EPP w europarlamencie.
Nasze źródła w Brukseli wskazują jednak, że ten bawarski polityk, oficjalnie popierany przez kanclerz Angelę Merkel, ma „zerowe szanse” na objęcie stanowiska. – Po pierwsze, Europa nie jest gotowa na Niemca, jest na to za wcześnie. Po drugie, dla wielu Weber ma za niskie kwalifikacje. Nigdy nie pełnił znaczącej funkcji na rodzimej scenie politycznej, co trochę razi – mówi nam ważny urzędnik. Dlatego Weber ma „śladową liczbę” głosów w Radzie Europejskiejm składającej się z szefów rządów krajów członkowskich. Do tej pory w fotelu szefa KE zasiadali politycy z bogatym portfolio, za to pochodzący z mniejszych krajów. Juncker był premierem Luksemburga, a jego poprzednik José Manuel Barroso kierował rządem Portugalii.

Najjaśniejsza gwiazda w Brukseli

Jeśli nie Weber, to następny w kolejce jest Frans Timmermans, dziś zastępca Junckera, najbardziej kojarzony w Polsce ze sporem o praworządność. Holenderski polityk został nominowany na Spitzenkandidata przez socjalistów, którzy najprawdopodobniej utrzymają się na drugim miejscu po wyborach, ale – podobnie jak chadecy – z dużymi stratami. Timmermans jest wśród unijnych liderów nieco bardziej popularny od Webera (był ministrem spraw zagranicznych w holenderskim rządzie), ale nie wśród wszystkich.
Jak szacuje nasz rozmówca, Timmermansa popiera jedna trzecia przywódców w RE. Oznacza to, że i jego kandydatura może przepaść, chyba że pomocną dłoń poda mu szef Rady Europejskiej Donald Tusk. – Scenariusz będzie taki, że najpierw głosowana będzie kandydatura Webera, która przepadnie. Potem będzie Timmermans, któremu Tusk może przyjść z pomocą – twierdzi nasze źródło. Rolą szefa RE jest negocjowanie, szukanie kompromisu i dobijanie targu z liderami. Wiele od niego zależy. Tylko czy sam Tusk będzie widział w tym interes.
Poza Weberem i Timmermansem są jeszcze kandydatury mniej znanych u nas polityków, którzy na zachodzie kontynentu zrobili w tej kadencji duże kariery. Pierwsza to Margrethe Vestager, duńska polityk, piastująca funkcję komisarza ds. konkurencji. To najjaśniejsza z gwiazd obecnej KE. Tak nazywa Vestager portal Euractiv.com, który wraz z firmą Burson Cohn&Wolfe zbadał, kto w KE obecnej kadencji jest najlepiej oceniany. Vestager wygrywa. Za nią jest szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini, dalej Timmermans, a po nim Juncker.
Vestager należy do ALDE, czyli do partii, która ma w przyszłym europarlamencie wejść do wielkiej koalicji. Dlatego szanse, że to właśnie liberał dostanie najważniejszy fotel w KE, znacząco rosną. Co prawda ALDE nie ma w tych wyborach jednego kandydata na szefa KE, lecz całą grupę, ale Vestager jest wśród nich. Może otrzymać to stanowisko nawet pomimo tego, że w Danii jej partia jest w opozycji. Polityk – jak mówiła w wywiadzie dla DGP – poprosiła swój rząd o poparcie.
Vestager podkreślała przy tym, że Donald Tusk również nie był pierwszym wyborem polskich władz, a mimo to został wybrany na drugą kadencję szefa RE. Największym problemem z kandydaturą Dunki nie jest jednak jej poparcie w kraju, lecz na arenie europejskiej. Do niedawna ciepło o niej wypowiadał się prezydent Macron, ale po tym, jak Vestager zablokowała fuzję francuskiego Alstomu z niemieckim Siemensem, w Pałacu Elizejskim zapanowało w tej sprawie milczenie.

Merkel na politycznej emeryturze

Dlatego czarnym koniem unijnego wyścigu może być Michel Barnier, unijny negocjator do spraw brexitu. Przywódcy bardzo cenią pracę tego francuskiego polityka w ostatnich dwóch latach i coraz chętniej myślą o wsparciu go w staraniach o fotel szefa KE. Co prawda oficjalnie Barnier zaprzecza, jakoby starał się o tę funkcję, ale jego regularne tournée po europejskich stolicach (pod koniec marca był w Polsce) wskazuje na coś wręcz przeciwnego.
Francuz może mieć większe trudności nie w Radzie Europejskiej, lecz w europarlamencie. Izba wielokrotnie dawała do zrozumienia, że odrzuci kandydata, który nie został wcześniej wskazany zgodnie z procedurą Spitzenkandidaten. To właśnie Parlament Europejski ostatecznie decyduje o tym, kto zasiada w fotelu KE. Barnier należy do EPP, ale nie brał udziału w oficjalnej nominacji. Na dodatek z jego kandydaturą ma podobno problem Macron, który chce stawiać na młodsze pokolenie (Barnier ma 68 lat).
Do obsadzenia pozostaną jeszcze dwa stanowiska: szefa europarlamentu oraz przewodniczącego Rady Europejskiej. Jak słyszymy, izba może trafić do Webera jako nagroda pocieszenia. Ale już RE to większy znak zapytania. Druga i ostatnia kadencja Tuska dobiegnie końca w listopadzie. Spekulowano, że jego następcą może zostać szef holenderskiego rządu Mark Rutte, który – podobnie jak były polski premier – może mieć trudności z utrzymaniem się przy władzy w krajowej polityce, biorąc pod uwagę, że w wyborach lokalnych przed miesiącem jego koalicja straciła większość w Senacie.
Kandydaturę Ruttego wsparliby z pewnością pozostali liderzy w RE, którzy znają go od dziewięciu lat (tyle polityk ten zasiada w fotelu szefa rządu). Jeśli jednak liberałowie dostaną Komisję, to Rutte jako członek ALDE nie będzie mieć szans na RE. Są głosy, że Rada Europejska byłaby dobrym miejscem na polityczną emeryturę kanclerz Merkel, która zapowiedziała już odejście z polityki krajowej. – Wybrano by ją jako strażniczkę wspólnotowości, silnego lidera na trudne czasy – podkreśla nasz rozmówca. Jak dodaje, Merkel to Niemka, ale nie jest dla reszty UE uosobieniem „niemieckiego imperializmu”.
Vestager wygrywa w rankingu dobrze ocenianych polityków KE