Europa i Rosja na razie wstrzymują się z komentowaniem wyborów na Ukrainie. Zwycięstwo w pierwszej turze Zełenskiego jest dla nich wielką niewiadomą.
Reklama
Jeśli to Zełenski wprowadzi się do Pałacu Maryjskiego – rezydencji prezydentów Ukrainy – będzie to oznaczać okres niepewności dla polityki zagranicznej tego kraju. Ani Moskwa, ani Bruksela nie wiedzą, czego się spodziewać. – Dotychczasowe deklaracje Zełenskiego są na bardzo ogólnym poziomie i nie przykładałbym do nich większej wagi, bo bardzo łatwo można się z nich potem wycofać – podkreśla Daniel Szeligowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Na Ukrainie to właśnie prezydent odpowiada za politykę zagraniczną, dlatego jego poglądy mają fundamentalne znaczenie dla kierunku, jaki Kijów obierze w czasie jego ewentualnej prezydentury.
Z tego, co do tej pory mówił Zełenski na temat polityki międzynarodowej – a mówił niewiele – wynika, że jest umiarkowanie prozachodni z nutą sceptycyzmu. O tym najlepiej świadczą jego własne słowa dotyczące integracji z Zachodem. „Nie lubię przychodzić na imprezę, na którą nie jestem proszony” – mówił niedawno zwycięzca pierwszej tury wyborów prezydenckich. Podkreślał, że opowiada się za integracją ze Wspólnotą, ale zapowiedział, że o akcesji zdecydują sami Ukraińcy w referendum.
Podobnie niejednoznaczne jest jego podejście do Rosji. – Chociaż nie spodziewałbym się radykalnego przeorientowania ukraińskiej polityki zagranicznej, to wydaje mi się, że Zełenski byłby bardziej skłonny do negocjacji czy pewnych ustępstw wobec Rosji – zaznacza Szeligowski.
Mocno zorientowaną na Zachód politykę prowadzi obecny prezydent Petro Poroszenko, który zmierzy się z Zełenskim w drugiej turze. Czy jest bez szans? – Poroszenko nie stoi na straconej pozycji – twierdzi ekspert PISM. Dodaje, że za Poroszenką stoi administracja państwowa. Można się spodziewać, że teraz cała ta machina zostanie zaangażowana w kampanię negatywną przeciwko Zełenskiemu. Uaktywnić się też może sprzyjający Poroszence elektorat zachodnioukraiński, który w pierwszej turze nie poszedł tłumnie do urn. Poroszenko może również zjednać wyborców zapowiedziami dodatkowych świadczeń socjalnych.
Początkowo start Zełenskiego w wyborach prezydenckich traktowano jako żart. Teraz widać jednak, że z dowcipem nie ma to nic wspólnego. – To nie jest żart, ale żółta kartka pokazana przez wyborców ukraińskiej elicie politycznej – mówi Szeligowski. Zełenski jest spoza tej elity, dlatego idealnie wpisał się w zapotrzebowanie na jej odrzucenie. – Paradoksalnie jego poparcie w drugiej turze może być jeszcze większe. Wielu wyborców myślało, że ostatecznie i tak wygra system, a teraz widzą, że głos oddany na Zełenskiego nie jest stracony. Dlatego mogą dojść do wniosku, że to on ma naprawdę szansę pokonać system, dlatego warto na niego głosować – podkreśla ekspert.
Jeszcze przed wyborami na Ukrainie Aleksandr Baunow, ekspert moskiewskiego oddziału think tanku Carnegie Endowment for International Peace, zwrócił uwagę, że na Kremlu nikt nie robi sobie nadziei, że w Kijowie może wygrać polityk prorosyjski. „Nadzieja w Moskwie jest taka, że wygra kandydat pragmatyczny, przekonany, że z Rosją trzeba się dogadać, chociażby przez wzgląd na bliskość geograficzną. Jeśli Poroszenko przegra wybory, w Moskwie uznają, że wygrał taki właśnie kandydat” – stwierdził.
Otwarte również pozostaje pytanie, co wynik wyborów oznacza dla wschodniej Ukrainy. Poza niedawną potyczką na Morzu Azowskim konflikt z Rosją w tej części kraju jest zamrożony, a Donieck i Ługańsk znajdują się pod kontrolą Kremla. W niedzielnych wyborach prezydenckich nie wzięli udziału mieszkańcy separatystycznych regionów – a także Krymu. Trudno powiedzieć, jakie warunki musiałyby zostać spełnione, żeby integralność terytorialna Ukrainy została przywrócona.