Mają dorosłe dzieci, przeszli na emeryturę, są aktywni fizycznie i ciekawi świata, a w ich głowie właśnie dojrzewa myśl, że może nie jest za późno, by zacząć życie na nowo
Reklama
Magazyn okładka 15 lutego / Dziennik Gazeta Prawna
Pani Krystyna ma 64 lata. Jest już na emeryturze, ale, jak przyznaje, wciąż ciekawa świata i ludzi. Po raz kolejny pakuje walizkę i rusza w podróż. Prosi, żebym „sąsiedzkim okiem” pod jej nieobecność zerknęła na mieszkanie. – Dokąd tym razem? – pytam. – Do sanatorium. To co prawda dopiero mój drugi raz, ale już jestem fanką tych wyjazdów – odpowiada z uśmiechem. Rok temu była w górach, teraz jedzie nad morze. Mąż pani Krystyny zmarł cztery lata temu. – Zabrakło nam czasu, żeby nacieszyć się wspólną emeryturą – wyznaje. I mówi żartobliwie, że sanatoryjna eskapada nie tylko pozwoli podkurować jej zdrowie, ale i samotne serce.
Serca leczą także pani Anna i pan Stanisław, stali bywalcy warszawskiej Cafe Mozaika, gdzie w sobotnie wieczory mogą potańczyć ludzie w każdym wieku. Anna i Stanisław poznali się trzy lata temu na jednym z randkowych portali. Chwilę po tym, jak obydwoje przekroczyli próg 60 lat.
– Spotkaliśmy się ze Stasiem i po kilku rozmowach od razu wiedzieliśmy, że trafiliśmy w dziesiątkę, że takiej relacji chcemy – mówi Anna. Na wieczorkach tanecznych czasem bywają z jej przyjaciółkami. – Wtedy robię za bezpłatnego fordansera. Dobrze, że kondycja dopisuje, bo zatańczyć z trzema kobietami kilka tańców i do tego jeden po drugim, to wyzwanie nawet dla czterdziestolatka – dowcipkuje pan Stanisław. Łączy ich pasja do gotowania, wykłady na Uniwersytecie Trzeciego Wieku i zajęcia terapeutyczne dla emerytów. – Tworzymy patchworkową rodzinę, tyle że w wieku 60 plus – żartuje pani Anna. Tłumaczy, że są parą jak z piosenki Osieckiej: „kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością”. – Zakończyliśmy swoje długie, ale mniej lub bardziej burzliwe związki – opowiada.

Rozwód po 20 latach

Okazuje się, że nie są wyjątkiem. – Z badań wynika, że osoby po 60. roku życia coraz częściej wchodzą w nowe związki, a długi okres pierwszego małżeństwa wcale nie jest wyznacznikiem jego trwałości, bo rozwodów od 50. roku wzwyż wciąż przybywa – mówi dr Marta Bierca, socjolożka z Uniwersytetu SWPS.
Z danych GUS opublikowanych w 2018 r. wynika, że dzieje się tak systematycznie od dwóch dekad. Na początku lat 90. tylko co siódma rozwodząca się para miała staż małżeński dłuższy niż 20 lat. W 2017 r. takie przypadki stanowiły już jedną czwartą wszystkich rozwiedzionych.
– Można stwierdzić, że zarówno przekonanie o „jednej żonie albo mężu na całe życie”, jak i wiek, stają się dla tych osób coraz mniej znaczącym ograniczeniem. Nie boją się szukać nowego partnera i układać sobie życia od nowa – mówi dr Bierca.
Zwraca uwagę, że choć na Zachodzie ta „rewolucja emerytów” zaczęła się dużo wcześniej i nikogo już nie dziwi. W Polsce pokolenie 60 plus również ma coraz większy apetyt na zmiany. Co im pomaga? – Coraz mniej boją się nowych technologii. Chcą i potrafią poruszać się po Facebooku i portalach randkowych. Tam nawiązują znajomości, które często z wirtualnych stają się realnymi – mówi dr Bierca.
Liczba osób, które przekroczyły sześćdziesiątkę i korzystają z mediów społecznościowych, rośnie z roku na rok. Według najnowszych danych CBOS z 2017 r. 23 proc. osób 65 plus korzysta z internetu, a w mediach społecznościowych loguje się aż 32 proc. osób z tej grupy wiekowej.
60-latkowie są również w coraz lepszej formie fizycznej i psychicznej. – Granica starości, tzw. podeszłego wieku, mocno się przesuwa – zauważa socjolożka. W porównaniu z początkiem lat 90. ubiegłego wieku średnia długość życia mężczyzn wzrosła o blisko 7 lat (i wynosi dziś 73 lata), a kobiet – o 6 lat (średnio 81). – To oznacza, że statystycznie po przejściu na emeryturę będziemy żyli kolejne 15–20 lat bez pracy, więc ten czas trzeba czymś wypełnić – tłumaczy dr Bierca.

Sanatorium jak SPA

Obecnie co trzeci Polak pracuje nawet do 65. roku życia. – Część ludzi odkłada decyzję o przejściu na emeryturę tak długo, jak się da, albo potem pracuje dorywczo. Nie ma więc znaku równości między emeryturą a końcem zawodowej aktywności, który też jest w pewnym stopniu symbolem końca czynnego życia w ogóle – mówi dr Bierca.
Jej zdaniem o tym, że 60-latkowie nie chcą być postrzegani jako seniorzy w kapciach, świadczy także ich forma fizyczna i działalność społeczno-towarzyska. – Nie bez powodu pojawia się tak dużo miejsc, gdzie mogą skorzystać z zajęć sportowych, spotkać się na pogawędkę, dokształcać się czy realizować pasje, na które do tej pory brakowało czasu. Pobyt w sanatorium nie kojarzy się z turnusem dla schorowanego staruszka, ale ma status wyjazdu do spa – zauważa.
Nowe potrzeby starszego pokolenia dostrzegły także media, czego przykładem może być program „Sanatorium miłości” emitowany przez TVP 1. Na szukanie szczęścia przed obiektywami kamer w Uzdrowisku Ustroń zdecydowało się sześć kobiet i sześciu mężczyzn. Otwarcie opowiadają w nim o swojej, czasem niełatwej przeszłości, życiowych potrzebach, a przy tym świetnie się bawią, robiąc to, czego do tej pory nigdy jeszcze nie próbowali, np. tai-chi, zjazdu na linie czy jazdy konnej. Nie boją się mówić o tym, że bliska im osoba odeszła na zawsze albo zawiodła ich zaufanie na tyle, że jedynym wyjściem było rozstanie.

Dorośli do dojrzałej miłości

„Byłam głową rodziny, gospodynią. Myślałam, że mąż jest jeden na całe życie, ale coraz bardziej się nie rozumieliśmy i podjęłam decyzję o rozwodzie” – mówi o swojej przeszłości jedna z bohaterek programu. Podobny powód podają Anna i Stanisław. Na pytanie, co skłoniło ich do rozwodu, zgodnie odpowiadają, że „dorośli do dojrzałej miłości”.
W gabinecie psychoterapeuty Roberta Rutkowskiego osób 60 plus pojawia się coraz więcej. – Wśród nich są np. ludzie mocno pogubieni w życiu, którzy nagle muszą wybrać między dwiema partnerkami albo zakochali się w kobiecie młodszej o 20, 30 lat. Przychodzą też osoby, które są kilka ładnych lat po rozwodzie i nagle znów się zakochują – mówi psychoterapeuta.
Cieszy go, że na sesje ludzie przychodzą, by rozmawiać o swoich dojrzałych relacjach, bo nie chcą wchodzić w nie na oślep. – Wypełniają lukę w opuszczonym przez dzieci domu, po rozstaniu lub śmierci partnera. Są świadomi swoich potrzeb. Czasem to, co czują, nazywają wręcz swoją pierwszą miłością, a poprzedni związek, który już wygasł, określają jako zakochanie czy zauroczenie. Mówią, że pierwszy raz udało im się teraz wejść w fazę głębokiego uczucia – tłumaczy Rutkowski.
Dodaje, że zdarzają się i tacy, którzy po latach unikania uczuciowego angażowania się i zaspokajania jedynie swoich potrzeb seksualnych również dochodzą do wniosku, że coś warto w życiu zmienić. – Jeden z moich pacjentów to dobrze prosperujący przedsiębiorca, ustabilizowany finansowo. Zgłosił się do mnie z powodu swojej seksualnej obsesji. Ponosił konsekwencje finansowe frywolnego życia, bo uwiedzione panie zaczęły występować o odszkodowania, a prawnicy, których wynajmował, drogo kosztowali. Zastanowił się nad sobą i swoim dotychczasowym życiem i doszedł do wniosku, że choć miał wiele kochanek, tak naprawdę czuł i czuje się samotny. Pomyślał, że końcówkę życia chciałby spędzić z kimś, kogo pokocha i kto tę miłość odwzajemni – wyjaśnia Rutkowski.
Tłumaczy, że potrzeba miłości to pierwotny instynkt, ogromna siła porównywalna z instynktem samozachowawczym. – Z punktu widzenia biochemii mózgu jedną z największych przyjemności jest właśnie bliskość z drugim człowiekiem, a to z kolei daje nam ogromne poczucie bezpieczeństwa – mówi.
Choć „Sanatorium miłości” przed emisją budziło pewne kontrowersje i wywoływało uśmiech na twarzach krytyków, po pierwszym odcinku program zebrał bardzo pochlebne recenzje. W komentarzach przeważały te, w których widzowie i internauci gratulowali bohaterom odwagi, zachwycali się ich podejściem do życia i życzyli powodzenia w szukaniu drugiej połówki.
O ile dzieci Stanisława szybko zaakceptowały i zrozumiały wybór ich ojca, u Anny nie było łatwo. – Bardziej kibicują i kibicowały mi wnuczki. Jedna z nich pokazała mi, jak działa internet i jak randkować w sieci. A potem już szybko poszło. Tak naprawdę przestałam zwracać uwagę na to, co ludzie powiedzą. Stwierdziłam, że mam prawo zadbać o swoje szczęście. Dzięki miłości czuję się atrakcyjna i pożądana – wspomina Anna. Na pytanie, czy uważa, że było jej łatwiej, bo w stolicy, odpowiada, że niekoniecznie. – W mniejszych miejscowościach też zauważyli, że osoby starsze trzeba jakoś zachęcić do wyjścia z domu. W domu kultury w miasteczku, gdzie mieszka moja siostra cioteczna, organizowane są potańcówki dla wdów i wdowców z okolicy. Nawet jeśli nie znajdą nowego partnera, to przynajmniej się pośmieją i zgubią trochę kalorii – opowiada.

Chętni, ale bez dostępu do edukacji

Podobnego zdania jest dr Agata Loewe, założycielka Instytutu Pozytywnej Seksualności. – Nieważne, czy ma się 30 czy 60 lat, prawo do szczęścia pozostaje niezmienne – mówi. Potwierdza, że najbliższym czasem bardzo trudno zaakceptować nowy związek mamy, ojca czy babci. – Rodzina reaguje tak, jakby wydarzyła się zdrada. Boją się też o sprawy finansowe, uważają, że pieniędzmi senior powinien dzielić się z dziećmi i wnukami – wyjaśnia.
Zwraca uwagę, że choć już nikogo nie dziwią aktywni 60-latkowie, to o ich seksualności nadal się mówi bardzo mało. – Seks jest przypisany do młodości. Uważa się, że w starszym wieku pewnych rzeczy „nie wypada robić”. Z doświadczenia wiem, że nawet jeśli sam senior ma nadal apetyt na seks, nie ma z kim o tym porozmawiać, bo naraziłby się na żarty i kpiny – mówi Loewe.
Dodaje, że temu pokoleniu nie w głowie jest siedzenie i czekanie na kostuchę. – Czują się atrakcyjni i chcą korzystać z możliwości, jakie daje im jeszcze ich ciało – uważa.
Agata Loewe na swoich warsztatach z pozytywnej seksualności spotyka kobiety po 60. roku życia. – Jedna z nich powiedziała mi kiedyś, że gdyby była w moim wieku i wiedziała, jak wykorzystywać możliwości swojego ciała i co sprawia jej przyjemność, to nic innego by nie robiła, tylko uprawiała seks. Po chwili doszła do wniosku, że chyba wciąż to ma i biegnie do domu podzielić się tym ze swoim partnerem – opowiada Loewe. Dla niej spotkania te są swego rodzaju pomostem międzypokoleniowym. – Rozmawiamy o tym, jak mówić o aktach seksualnych. O masturbacji, erotycznych gadżetach, o tym, co nam się podoba i na co nigdy byśmy się nie zgodziły. Dla wielu to wręcz wiedza tajemna. Choć młodość tych kobiet przypadała na lata rewolucji seksualnej, w Polsce mało kto chciał o niej otwarcie rozmawiać. Konserwatywni rodzice mieli nawet problem, by przygotować córkę do miesiączki. Dziś jest dużo łatwiej, choć tak jak powiedziałam, wciąż wiele trzeba zrobić w tej materii – uważa.
O ile chęci wśród 60-latków są, to za mało wiedzą o seksualnym bezpieczeństwie. Nie bez powodu w listopadzie 2017 r. ruszyła kampania ostrzegająca osoby starsze przed zakażeniem HIV.
„Aaa, wakacje, co?” – pyta młody mężczyzna kogoś, kto się intensywnie przygotowuje do wyjazdu. – „Ale ci zazdroszczę! Przygody, nowe znajomości. Ale wiesz, gdyby tam coś… Nie zrozum mnie źle, chciałbym po prostu, żebyś uważał, na «takie tego»” – opowiada młody facet. W tym momencie na filmiku widać, kto jest adresatem tych słów. To starszy mężczyzna, który odpowiada synowi z pewnym zaskoczeniem: „Ale ja jadę do sanatorium”. A syn z lekkim uśmiechem poklepuje go po ramieniu i dodaje: „Do sanatorium, tak, tak”. Ojciec uśmiecha się znacząco, patrząc z rozmarzeniem w dal. Słowo AIDS nie pada
Jak wynika z badań profesora Zbigniewa Izdebskiego, ponad połowa mężczyzn i 26 proc. kobiet po 50. roku życia pozostaje aktywna seksualnie. W 2016 r. stwierdzono 1459 przypadków zakażenia HIV, od stycznia do października 2017 r. – 1317. To wzrost o ponad 15 proc. w porównaniu do tego samego okresu roku ubiegłego – wynika z danych Państwowego Zakładu Higieny. Codziennie o zakażeniu dowiadują się średnio trzy osoby. Jedna trzecia z nich to ludzie młodzi poniżej 30. roku życia, ale rośnie też liczba osób 50 plus, u których wykrywane jest zakażenie. W 2016 r. w tej grupie wiekowej rozpoznano 94 zakażenia, a do lipca 2017 r. aż 57.
– Przykro to stwierdzić, ale te pokolenia nie miały dostępu do żadnej edukacji seksualnej, a statystyki to pokazują – komentuje Loewe.
Psychoterapeuta Rutkowski zwraca uwagę, że tak jak w latach 60. miejsce miała rewolucja seksualna, tak obecnie żyjemy w czasach rewolucji emocjonalnej. – Moi pacjenci powtarzają, że jeszcze kilka lat temu wstydzili się publicznie pocałować, przytulić, a dziś nie mają z tym problemu. Puściły hamulce, nie myślą obsesyjnie, czy z powodu wieku mogą coś robić, czy nie – tłumaczy.
Na pytanie, czy właśnie przeżywa swoją drugą młodość, Stanisław odpowiada, że absolutnie nie. „To jest moja młodość pierwsza i jedyna, jaką chcę pamiętać” – stwierdza stanowczo.
Na Zachodzie „rewolucja emerytów” nikogo już nie dziwi, w Polsce pokolenie 60 plus również ma coraz większy apetyt na zmiany. Co im pomaga? Coraz mniej boją się nowych technologii. Chcą i potrafią poruszać się po Facebooku i portalach randkowych. Tam nawiązują nowe znajomości