Sąd uznał, że przejęcie libijskiego statku w asyście policji i portowych urzędników było złamaniem prawa międzynarodowego. Na początku stycznia jednostka wypłynęła w stronę Turcji i ślad po niej zaginął
Bułgarscy urzędnicy nielegalnie przejęli tankowiec należący do libijskiego przedsiębiorstwa państwowego – ujawnili dziennikarze sofijskiego serwisu śledczego „Biwoły”. Wczoraj władze w Trypolisie oświadczyły, że w odwecie zaaresztują każdy bułgarski statek, który wpłynie na wody terytorialne tego pogrążonego w wojnie domowej kraju.
– Jeśli chcesz jeszcze zobaczyć swoją rodzinę, nie rób nic głupiego – usłyszał Abd Allah Abd al-Dżalil, kapitan statku „Badr”, od człowieka, który przedstawił się jako nowy właściciel jednostki. 21 grudnia na pokład „Badra” weszło 30 osób – policjanci, urzędnicy portu w Burgas, prywatni ochroniarze i cywile, którzy przedstawili się jako właściciele. Ochrona przystawiła Libijczykowi broń do skroni, pobiła go i zmusiła do opuszczenia jednostki wraz z indyjską załogą. Policja nie reagowała.
Reklama
27 grudnia statek opuścił na pewien czas bułgarskie wody terytorialne. Jak przypuszczają eksperci cytowani przez „Biwoły”, na morzu międzynarodowym został przemalowany, zmieniono mu nazwę na „Bdin”, a banderę z libijskiej na panamską. „Bdin” z nową, ukraińską załogą wypłynął z Bułgarii na dobre 3 stycznia, podążając w stronę Turcji. Potem ślad po nim zaginął. „Jako legalni właściciele «Badra» pozostajemy w stałym kontakcie z urzędami i organizacjami morskimi, szukając możliwości wstrzymania przestępczej działalności” – napisała w oświadczeniu libijska GNMTC.
„Biwoły” zwróciły się do MSW w Sofii z prośbą o komentarz. Biuro prasowe odpowiedziało im, że wszystko odbyło się zgodnie z procedurami, a policjanci na prośbę administracji portu w Burgas asystowali w legalnym przejęciu statku przez nowych właścicieli, firmę Bułgar geomin. Jej roszczenia wobec Libijczyków warte 9,2 mln dol. sięgają 1992 r., a „Badr”, tankowiec o wyporności 116 tys. ton, miał zostać przejęty właśnie na poczet długu.

Reklama
Kiedy jednak dziennikarze zagłębili się w dokumenty, odkryli, że prawda jest bardziej skomplikowana. Zdanie MSW podważył także sąd, który 2 stycznia uznał, że przejęcie statku było nielegalne. W 2017 r. Bułgargeominowi udało się doprowadzić do nałożenia aresztu na statek, ale w 2018 r. inny sąd uznał, że roszczenia spółki są bezpodstawne, a rzekome dowody przedstawiane przez nią – fałszywe. Orzeczenie zostało zignorowane przez władze portowe, a statek nie został wypuszczony z Burgas.
Problem w tym, że obecny Bułgargeomin poza nazwą nie ma nic wspólnego z przedsiębiorstwem państwowym założonym w 1975 r. w komunistycznej Bułgarii. Obecnie, jak piszą dziennikarze „Biwołów”, to konsorcjum trzech prywatnych spó łek, które przewinęły się przez kilka afer korupcyjnych i były oskarżane o związki z włoską mafią oraz dawnymi funkcjonariuszami Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego, czyli bezpieki z czasów rządzącego w latach 1954–1989 Todora Żiwkowa.
– Bułgaria jest znana ze swojej korupcji. Pod nosem unijnych instytucji państwo zostało przejęte i służy prywatnym interesom polityków i ich ukrytych sojuszni ków – komentuje w rozmowie z DGP dr Radosweta Wasilewa, bułgarska prawniczka zajmująca się naukowo korupcją i prawami człowieka. – Ten przypadek powinien być dokładnie zbadany, ale ze względu na słabość instytucji niezależne śledztwo jest w Bułgarii niemożliwe. Niedawno powstała nowa agencja antykorupcyjna, ale jest ona całkowicie zależna od władzy wykonawczej – dodaje.
Tymczasem sprawa wywołała reakcję międzynarodową. Według dziennika „24 czasa” w niedzielę do Sofii przybył specjalny wysłannik premiera Libii Fajiza as-Saradża, by nakłonić władze Bułgarii do reakcji. A arabskojęzyczne media rozpowszechniły oświadczenie przedstawiciela ministerstwa transportu Umara al-Dżawasziego, który zapowiedział, że „za akcję przypominającą działania piratów” Trypolis „podejmie stosowne działania wobec państwa bułgarskiego” w postaci nakładania aresztów na bułgarskie jednostki, które wpłyną na libijskie wody terytorialne.
Radosweta Wasilewa zwraca uwagę, że rząd premiera Bojka Borisowa nie ma najlepszych notowań, jeśli chodzi o walkę z korupcją i dbanie o praworządność. W ubiegłorocznym rankingu Freedom House, oceniającym przestrzeganie praw politycznych i obywatelskich, państwo to zajęło przedostatnie miejsce w Unii Europejskiej, wyprzedzając jedynie Węgry Viktora Orbána. Wskaźnik postrzegania korupcji Transparency International daje jej natomiast ostatnią pozycję we Wspólnocie.
Według grudniowego sondażu instytutu AFIS aż 58 proc. Bułgarów uważa, że poziom korupcji w ich kraju stale rośnie, a jedynie 11 proc. sądzi, że walka z łapownictwem jest skuteczna. Uwikłanie polityków w niejasne interesy wielokrotnie było powodem protestów ulicznych. Bułgaria obok Rumunii jest jedynym państwem poddanym po akcesji do UE mechanizmowi współpracy i weryfikacji (CVM), który ma pilnować – jak podaje Komisja Europejska – „nadrabiania zaległości w dziedzinie reformy sądownictwa oraz zwalczania korupcji i (w przypadku Bułgarii) przestępczości zorganizowanej”.
Bruksela zachowuje więcej optymizmu niż obywatele tego kraju, chwaląc Sofię m.in. za zmiany w prawie antykorupcyjnym, o których wspomina dr Wasilewa. – Jeśli obecny trend zostanie utrzymany, a postęp okaże się nieodwracalny, możliwe, że jeszcze przed końcem obecnej kadencji Komisji Bułgaria zostanie wyłączona z CVM – mówił w listopadzie 2018 r. wiceszef KE Frans Timmermans. Władze przekonują, że dbanie o praworządność należy do ich priorytetów. – Każdego dnia miażdżymy plagę korupcji na każdym możliwym poziomie – zapewniał premier Borisow w ubiegłorocznej rozmowie z Nowa TW.