Katar opuszczający OPEC, powstanie regularnej armii Kosowa, utworzenie niezależnej cerkwi na Ukrainie, deklaracja dostaw broni do Armenii – te wszystkie wydarzenia mają ze sobą więcej wspólnego, niż może się wydawać.
Reklama
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ komentując wiadomość o wycofaniu USA z Syrii powiedziała, że jest to „bardzo ważna decyzja, która może korzystnie wpłynąć na perspektywy politycznego uregulowania sytuacji”. Jednak chwilę później Władimir Putin, wypowiadając się na ten sam temat w trakcie swej dorocznej wielkiej konferencji prasowej, był znacznie bardziej sceptyczny. Wyraził wątpliwości, czy Amerykanie w ogóle ewakuują liczący 2200 żołnierzy kontyngent. – Z Afganistanu wychodzą już 18 lat i nadal tam są – komentował. Putin doskonale wie, o czym mówi. Rosja już trzykrotnie informowała o wycofaniu swych syryjskich oddziałów, a mimo to jej obecność w tym regionie nie słabnie, lecz się nasila.
Według portalu The American Conservative, decyzja o wycofaniu z Syrii zapadła po długiej rozmowie Donalda Trumpa z prezydentem Turcji Recepem Erdoğanem, a celem posunięcia Waszyngtonu ma być odnowienie strategicznych i dobrych relacji z Turcją. Podobny pogląd reprezentował w kwietniu ubiegłego roku generał Curtis Scaparrotti, dowódca sił NATO w Europie. Argumentował wówczas, że to Turcja, a nie siły kurdyjskie powinny być głównymi partnerami Stanów Zjednoczonych w powstrzymywaniu wpływów Iranu w regionie.
Kluczowe dla interpretacji decyzji Trumpa są również pozornie niezwiązane ze sobą wydarzenia. Choćby takie, jak zgoda Waszyngtonu na powstanie regularnej armii Kosowa, bliska współpraca Ankary i Kijowa nie tylko w kwestiach politycznych, ale również w powołaniu niezależnej od Moskwy cerkwi na Ukrainie, opuszczenie przez Katar, bliskiego sojusznika Turcji, kartelu OPEC i pierwsze deklaracje w zakresie polityki zagranicznej po wyborczym sukcesie Nikola Pasziniana, lidera ormiańskiej rewolucji. W tym kontekście amerykański ruch ma głębszy sens.

Reklama
Jeszcze przed grudniowymi wyborami w Armenii analitycy amerykańskiego ośrodka Stratfor dowodzili, że w najbliższej przyszłości uwaga amerykańskiej polityki na Kaukazie Południowym skupi się przede wszystkim na Erywaniu. Do takiej tezy skłoniła ich niedawna wizyta w tym mieście Johna Boltona, który zaproponował dostawy amerykańskiej broni dla Armenii. Z kolei po wyborach Paszinian oświadczył, że gotów jest do normalizacji stosunków z Turcją i otwarcia zamkniętej granicy.
Deklarację tę trzeba odczytywać jako wolę rozwiązania konfliktu o Górski Karabach, o czym liderzy Armenii i Azerbejdżanu mieli rozmawiać również w trakcie niedawnego szczytu WNP. Normalizacja stosunków między Baku a Erywaniem mogłaby doprowadzić do ocieplenia relacji Armenii z Turcją. Otwarcie granicy, niezmiernie istotne z ekonomicznego punktu widzenia, stawia też pod znakiem zapytania dalsze funkcjonowanie rosyjskiej bazy wojskowej w Giumri, powołanej właśnie po to, aby szczelności tej granicy pilnować. Armenia graniczy również z Iranem, co jest ważne z punktu widzenia USA.
Pozornie nie jest związana z tym wszystkim dość niespodziewana decyzja Kataru o wyjściu z kartelu OPEC. Według części analityków Stany Zjednoczone rozpoczęły grę na obniżenie cen ropy naftowej i dlatego rozbicie kartelu może być im na rękę. 1/3 światowych inwestycji w sektorze wydobycia ropy naftowej skoncentrowana była w ostatnim roku w Stanach Zjednoczonych. W nadchodzącym roku i w latach następnych podaż amerykańskiej ropy naftowej i gazu ziemnego na światowych rynkach przyrastać może w sposób lawinowy. Decyzję Kataru trzeba wiązać też z niedawnym porozumieniem, w którym uczestniczyły Izrael i Cypr w sprawie budowy rurociągu gazowego, którym płynąć ma docelowo do Europy 7 mld m³ gazu ziemnego. Do umowy chcą przyłączyć się Grecja oraz zainteresowane dostawami Włochy. Sam Katar chce zwiększyć eksport gazu ziemnego o 40 mld m³ i jeszcze przed syryjską wojną domową planował utworzenie konsorcjum, które miałoby kłaść gazociąg przez Syrię do Europy. Tej gazowej dyplomacji towarzyszą pogłoski o budowie przez Amerykanów swych baz wojskowych na Cyprze, co musi być czymś więcej niźli tylko prasowymi rewelacjami, skoro rosyjski minister spraw zagranicznych uznał za celowe rozmawiać na ten temat w Moskwie ze swym cypryjskim odpowiednikiem.