Pytany o obawy przed sfałszowaniem niedzielnych wyborów lokalnych przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej powiedział w TVP: "Nie widzę takiego niebezpieczeństwa, widzę tylko możliwość jakiegoś lekkiego opóźnienia".

"Oczywiście fałszerstwa zawsze się zdarzały, w bardzo niewielkim procencie. Niestety to jest nieuniknione; były, są, pewnie będą" – dodał. Podkreślił, że takie próby odbywały się na poziomie "sprzedania czy kupienia jednego głosu, czy namawiania kogoś, żeby głosował".

Wykluczył, by fałszerstwa dopuścił się ktokolwiek z obwodowych komisji wyborczych. "To są uczciwi ludzie, od lat zaangażowani w tę pracę, nie wyobrażam sobie, żeby komuś do głowy przyszło fałszowanie, dopisywanie czegoś na karcie wyborczej" – powiedział szef PKW.

Reklama

To, kiedy zostaną podane wyniki, będzie według Hermelińskiego zależało także od wyborców i tego, czy będą stawiać znaki przy nazwiskach kandydatów w sposób niebudzący wątpliwości.

"Jeżeli będą stawiać znaki w taki sposób, że nie będzie to utrudniało komisjom odczytania intencji wyborcy, praca pójdzie szybciej" - powiedział Hermeliński. "Liczyliśmy pierwotnie, przed styczniowymi zmianami kodeksu wyborczego, że być może uda nam się (podać wyniki - PAP) już w poniedziałek po południu, wieczorem. Nie sądzę, to raczej można wykluczyć. Wtorek, środa, nie chcę mówić, że czwartek, ale jednak uprzedzamy, że to trochę potrwa" – dodał.

W niedzielnych wyborach wszystkie karty będą jednostronnie zadrukowane, z nazwiskami kandydatów na tle różnych kolorów, w zależności od organu – rad gmin, miejskich, sejmików, wyborów na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Będą to trzy lub cztery karty formatu A-3 i A-4. Nie będzie - jak powiedział przewodniczący PKW - "wielkich płacht", ani książeczek.