Na stanowiska ambasadorskich i kierowniczych w centrali MSZ nie ma obecnie osób, które były na listach współpracowników służb komunistycznych; nie znaczy to, że nie ma ich w ogóle w MSZ - powiedział we wtorek w Sejmie szef MSZ Jacek Czaputowicz. Według szacunków resortu ok. 40 takich osób nadal pracuje w MSZ.

Czaputowicz przedstawił we wtorek posłom z sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych informację na temat zmian organizacyjnych w MSZ.

Szef polskiej dyplomacji poinformował, że po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych w 2015 roku na 101 ambasadorów RP na świecie wymieniono - bądź w najbliższym czasie zostanie wymienionych - 90.

Reklama

Zaznaczył, że w tym czasie na 111 stanowisk dyrektorów departamentów i asystentów zmiany objęły niema wszystkie z nich, przy czym od lutego 2018 roku, czyli od czasu objęcia przez niego stanowiska szefa MSZ - wymieniono 52 osoby na tych stanowiskach.

"Na stanowiska kierowniczych w centrali i na stanowiskach ambasadorskich nie ma obecnie osób, które były na listach współpracowników komunistycznych służb. Nie znaczy to, że w ogóle ich nie ma w MSZ" - powiedział Czaputowicz.

Zaznaczył, że obecnie nie ma formuły prawnej dotyczącej wykluczania ze służby zagranicznej tego typu osób, co utrudnia działania. Podkreślił, że mimo to proces ten trwa.

Jak mówił, według informacji resortu w grudniu 2015 roku w MSZ pracowało 105 osób, które figurują na liście tajnych współpracowników służb PRL, obecnie jest ich 40. Jak mówił, chodzi o osoby, które same to zadeklarowały w oświadczeniach lustracyjnych.

Czaputowicz dodał, że wychodzenie tych osób ze służby zagranicznej odbywa się w ramach przechodzenia na emeryturę i rezygnowania z pracy. Zaznaczył, że pełną wiedzę na temat liczby tajnych współpracowników służb PRL w szeregach MSZ ma jedynie Instytut Pamięci Narodowej.