Uruchomienie art. 7 wobec Węgier to zemsta za nieprzyjmowanie migrantów – twierdzi Budapeszt.
Stało się coś, czego Węgrzy nie do końca się spodziewali. Parlament Europejski po raz pierwszy w historii uruchomił wobec jakiegoś kraju członkowskiego procedurę z art. 7 Traktatu o UE (wobec Polski uruchomiła ją Komisja Europejska). Częścią wczorajszej rezolucji był raport holenderskiej europosłanki Judith Sargentini, w którym na kilkudziesięciu stronach dowodzono, że na Węgrzech istnieje systemowe zagrożenie dla unijnych wartości.
Zaskoczenie najlepiej widać było w publicznej telewizji informacyjnej M1, która tuż po głosowaniu wyemitowała kilkunastominutowy blok reklamowy, a o tym, co wydarzyło się w Strasburgu, widzowie dowiedzieli się po 50 minutach. By uchwalić raport, potrzebne było 430 głosów. „Za” głosowało 448 posłów, a przeciwko było 197.
Reklama
Szef węgierskiej dyplomacji Péter Szijjártó ustawił przekaz. Jego zdaniem Unia ukarała Węgry za to, że nie zgodziły się stać państwem imigrantów. Wyrok miały wydać partie, które popierają nielegalny napływ migrantów. Węgierski rząd twierdzi też, że doszło do nieprawidłowości w samym sposobie liczenia głosów, a więc pogwałceniu zasad traktatu. Budapeszt nie uznaje decyzji, zgodnie z którą w głosowaniu nie wzięto pod uwagę głosów wstrzymujących się, a gdyby je uznano, wniosek by przepadł. Według szefa dyplomacji także raport jest pełen przekłamań. Szijjártó twierdzi, że spośród 69 wskazanych nieprawidłowości, w przypadku 13 osiągnięto już porozumienie, w przypadku kolejnych 19 trwa dialog, a 37 jest fałszywych.
Fundamentalne pytanie dotyczy tego, co teraz zrobi premier Viktor Orbán. Czy utwardzi kurs wobec Unii Europejskiej? Czy jego Fidesz wystąpi z macierzystej Europejskiej Partii Ludowej (EPP), która w większości poparła wniosek? Orbán będzie grał na przyszłoroczne eurowybory. Konflikt z Brukselą ma mu pomóc w wykreowaniu wizerunku lidera jednego z dwóch nurtów dominujących w Europie. Chodzi o starcie wizji Orbána z tą prezentowaną przez prezydenta Francji. Do wyboru pozostaje otwarta, proimigracyjna Europa Emmanuela Macrona lub konserwatywna, antyimigracyjna Europa Orbána.

Reklama
Fidesz wciąż liczy, że Europa wykona skręt w prawo, choć solidarność prawego obozu stanęła pod znakiem zapytania, skoro kanclerz Austrii Sebastian Kurz poparł postępowanie w ramach art. 7. Trudno jednak uwierzyć, by Fidesz wyszedł z EPP, choć Orbán ostatnio ją atakuje. – Doskonale dostrzegam nasz podział, dostrzegam słabość w łonie EPP. Tańczymy tak, jak nam zagrają liberałowie i socjaliści. To trzeba zmienić – mówił we wtorek. Fidesz nie mieści się w ramach EPP, ale jedynym wyjściem jest czekanie na nowe, majowe rozdanie i ewentualne powstanie nowej frakcji.
Najciekawsza jest postawa lidera EPP Manfreda Webera. Kandydat na przyszłego szefa KE zagłosował „za”, choć wskazywał, że w ostatnim roku to nie w Budapeszcie ludzie wyszli na ulice przeciwko korupcji i to nie tam zabito dziennikarzy. Weber wydawał się głosować przeciwko Orbánowi bez przekonania, niejako pod presją politycznych aspiracji. Jako kandydat na szefa Komisji nie byłby w stanie usprawiedliwić tego, co się dzieje na Węgrzech. Według naszych informacji premier Orbán miał na wtorkowym zamkniętym posiedzeniu EPP zaprezentować konfrontacyjny ton, odrzucając ugodowość, z której słynął na unijnych korytarzach. Wkrótce może on też szukać równowagi w Moskwie; jego wizyta jest planowana na przyszły wtorek.
Raport i migracja będą nad Balatonem centralnym punktem kampanii przed eurowyborami. Na Węgrzech mamy przy tym bardzo wysoki odsetek zwolenników integracji z UE (drugi po Polsce), a w wyborach do PE jest notowana jedna z najniższych frekwencji. Nie ma wątpliwości, że Fidesz te wybory zdominuje. Wydaje się, że zestawienie raportu Sargentini i uruchomienie art. 7 było błędem. Rozdzielenie głosowań nad raportem i procedurą pozwoliłoby kontynuować dialog. Zestawienie obu części sprawia wrażenie demonstracji siły. Nie zaczekano na zakończenie wszystkich postępowań przed TSUE i antykorupcyjną komisją OLAF. To jedyne postępowania, które czarno na białym pokazują nieprawidłowości. Z nimi Węgrzy dotychczas nie dyskutowali.