Obejrzałem oba „Dywizjony 303”. Diabeł mnie podkusił… Ten tak zwany „angielski” jest filmem bardzo średnim, wystarczy powiedzieć, że nawet Dorociński gra nudno, deklamując i robiąc najbardziej oczywiste miny. Reżyser powinien zapłakać nad tym, że nie potrafi poprowadzić aktorów, a scenarzysta złapać doła, że nie udało mu się wyjść poza trywialne schematy.
„Polska” produkcja nie jest nawet średnia. Aktorzy zgodnie odgrywają sceny z akademii szkolnej, w pełnej zgodzie ze scenariuszem napisanym przez aktyw klasowy zdolnych gimnazjalistów. W rezultacie sprzyjający kinematografii patriotycznej recenzenci piszą, że „dobrze, że taki film powstał” albo skupiają się na przyzwoitych efektach specjalnych (oczywiście zaznaczając: „jak na środki, którymi rozporządzali producenci”).
Nie chcę wyszydzać, ale musi to kiedyś do Nich, Decydentów, wiecznie czekających na atak liberalno-postkomunistycznych sił, dotrzeć: mamy instytucje, których szczerze deklarowanym zadaniem jest promocja patriotyzmu w kulturze i edukacji. Nie mamy tylko dobrych efektów.