Z całej mojej bogatej twórczości zostanie po latach, jak mniemam, tylko felieton sprzed lat o łączniku pomiędzy Hożą a Wilczą. Dla niezorientowanych – te przedwojenne ulice w centrum Warszawy łączy mała uliczka wśród podwórek.
To znaczy – nie łączy. Od strony Hożej strzeże wstępu pokaźna brama. Podwórka zostały w III RP ogrodzone, sforsowanie furtek wymaga znajomości kodu; nowoczesność... Od strony Wilczej inna brama, znacznie mniej jednak groźna. Na dodatek furtka w tej bramie często jest uchylona, można wejść. Mój niedawny spacer w tamte okolice przyniósł nowe rozczarowanie: nowa siatka jest i od strony Wilczej. Ażeby nikt zdradziecko nie wdarł się tędy na nasze podwóreczko. A właściwie na drogę, którą mógłby się dostać pod płoty podwóreczka.
Walka z komunizmem nabrała rumieńców, kiedy Wałęsa przeskoczył przez płot Stoczni Gdańskiej. Po zwycięstwie zbudowaliśmy płoty między sobą. Siatki przecinające przestrzeń wspólną to symbol nowej, demokratycznej i kapitalistycznej Polski. Dobrze, że jest wolny rynek, to możemy sobie wybrać producenta płotów, którymi odetniemy się od reszty ludzi w środku miasta. Tylko jak produkować wspólnotę równie skutecznie, jak produkujemy indywidualizm?