Adrian Zandberg, jeden z liderów Partii Razem, zaapelował w czwartek do liderów partii opozycyjnych o poważną i wspólną rozmowę nad zmianą polskiego systemu wyborczego. W przyszłym Sejmie zmieńmy ordynację wyborczą na naprawdę proporcjonalną – mówił.

Zandberg podkreślił na konferencji prasowej w Poznaniu, że ewentualne weto prezydenta RP Andrzeja Dudy ws. zmiany ordynacji wyborczej do europarlamentu powinno być impulsem do merytorycznej i wspólnej dyskusji na temat zmiany polskiego systemu wyborczego w wyborach do samorządów i parlamentu.

„Prezydent zapowiedział, że po południu ogłosi swoją decyzję ws. ordynacji europejskiej. My oczekujemy w tej sprawie weta. To jest bardzo zła propozycja. Propozycja, która tak naprawdę likwidowałaby proporcjonalność jeżeli chodzi o te wybory. Oczekujemy tego weta i mamy podstawy przypuszczać, że do tego weta dojdzie” – mówił.

Reklama

„Ale wiemy, że to nie koniec. Wiemy, że Prawo i Sprawiedliwość ma zakusy na ordynację wyborczą także do polskiego parlamentu. Warto o tym, w jaki sposób wygląda polskie prawo wyborcze, porozmawiać na serio. I to jest nasza propozycja do wszystkich partii demokratycznych, do wszystkich partii opozycji” – podkreślił Zandberg.

Jak tłumaczył, obecnie Prawo i Sprawiedliwość ma „pełnię władzy w ręku, chociaż uzyskało w wyborach tak naprawdę poparcie kilkunastu procent Polek i Polaków – jeśli odliczyć frekwencję”.

Reklama

„Zbudowaliśmy sobie system wyborczy, w którym zwycięzca dostaje zbyt dużą premię. Borykamy się więc dzisiaj, borykamy się od trzech lat, z samowładzą jednej partii, a właściwie jednego człowieka. To nie jest zdrowe i mam nadzieję, że koleżanki i koledzy z partii opozycji parlamentarnej, z partii liberalnej, już poczuli na własnej skórze w jaki sposób wygląda życie opozycji w systemie, który jest nieproporcjonalny” – podkreślił.

Zdaniem Zandberga, polski system wyborczy powinien zostać zdemokratyzowany, żeby „zabezpieczyć Polskę przed takimi ekscesami na przyszłość”, żeby – jak wskazywał - demokracja i państwo prawa były bezpieczne.

„To jest nasza propozycja dla partii opozycji parlamentarnej, dla wszystkich partii opozycyjnych – w tej sprawie, w tej konkretnej sprawie – zawrzyjmy porozumienie. W przyszłym Sejmie zmieńmy ordynację wyborczą na naprawdę proporcjonalną. Zmieńmy metodę liczenia głosów na uczciwszą. To jest moja propozycja, którą kierują do Władysława Kosiniaka-Kamysza, do Katarzyny Lubnauer i do Grzegorza Schetyny” – podkreślił Zandberg.

Dodał, że liczy na przychylność w tej kwestii ze strony PSL, PO i Nowoczesnej, a także innych partii. Jak zaznaczył, „polska polityka wyglądałaby lepiej, byłoby w niej więcej porozumienia, więcej zgody, a mniej nienawiści - gdybyśmy mieli bardziej proporcjonalny system wyborczy. System, który zmusza partie polityczne, żeby nie zwalczały się wzajemnie, tylko zawierały w Sejmie koalicje, żeby wspólnie rządzić. Takie systemy funkcjonują w wielu krajach Europy Zachodniej i te kraje pod tym względem po prostu mają się lepiej niż my” – zaznaczył Zandberg.

Rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński poinformował PAP, że w czwartek o godz. 12.30 prezydent Andrzej Duda wygłosi oświadczenie w sprawie nowelizacji Kodeksu wyborczego dotyczącej ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego.

27 lipca Senat przyjął bez poprawek nowelizację Kodeksu wyborczego, według której każdy okręg ma mieć przypisaną konkretną liczbę - co najmniej trzech - posłów wybieranych do europarlamentu.

Prezydent ma zgodnie z konstytucją 21 dni na podjęcie decyzji, czy ustawę podpisać, zawetować, czy skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Ten termin upływa w najbliższy piątek, jednak w związku z planowaną wizytą w Australii prezydenccy ministrowie informowali kilkukrotnie, że Duda ogłosi swoją decyzję do czwartku. W środę termin ten potwierdził w rozmowie z radiową Jedynką również sam prezydent. Andrzej Duda powtórzył jednocześnie swoje wcześniejsze wątpliwości wobec kształtu zmian w ordynacji do europarlamentu.

Prezydent wskazywał m.in., że zmiany mogłyby spowodować wzrost realnego progu wyborczego w wyborach do PE do poziomu kilkunastu procent i - tym samym - ograniczenie dostępu mniejszych ugrupowań do europarlamentu.