Co najmniej 10 osób zginęło we wtorek w eksplozji furgonetki na południu Filipin, gdzie działają dżihadyści. Do zamachu bombowego doszło na wojskowym punkcie kontrolnym koło zamieszkanego głównie przez chrześcijan miasta Lamitan.

Jak poinformował rzecznik filipińskiej armii Gerry Besana, do wybuchu doszło o świcie, gdy żołnierze i członkowie prorządowych milicji zatrzymali furgonetkę do kontroli. Chrześcijański Lamitan leży na wyspie Basilan, gdzie większość mieszkańców stanowią muzułmanie; wyspa ta jest również bastionem bojowników powiązanej z Państwem Islamskim (IS) dżihadystycznej grupy Abu Sajaf.

W zamachu zginęło pięciu członków prorządowych milicji, żołnierz i czterech cywili, w tym 10-letni chłopiec, a pięć osób odniosło rany. Oprócz 10 ofiar zginął również kierowca furgonetki, podejrzewany o przynależność do organizacji Abu Sajaf.

Inny przedstawiciel armii Edgard Arevalo wyjaśnił, że przed zdarzeniem siły rządowe dostały informacje o planach grup zbrojnych, które chciały rozmieścić ładunki wybuchowe w różnych miejscach na wyspie. "Trudno sobie wyobrazić, jaka tragedia spotkałaby mieszkańców wyspy Basilan, gdybyśmy ich (terrorystów - PAP) nie zatrzymali na punkcie kontrolnym" - powiedział.

Reklama

Zastępca burmistrza Lamitanu Roderick Furigay zauważył, że przewożone furgonetką ładunki wybuchowe mogły być przeznaczone do ataku w czasie odbywającej się w centrum miasta parady, w której we wtorek udział wzięły cztery tysiące dzieci.

Ugrupowanie Abu Sajaf, które złożyło przysięgę wierności IS, znane jest z brutalnych działań, szczególnie wobec cudzoziemców, m.in. z zamachów bombowych, wymuszeń i porwań dla okupu. Grupa powstała w latach 90. dzięki finansowaniu członka rodziny założyciela Al-Kaidy Osamy bin Ladena. Abu Sajaf należy do ruchu muzułmańskich separatystów, którzy od lat 70. XX wieku chcą przekształcić południe Filipin w kalifat. Od tamtego czasu w wyniku działań separatystów zginęło w tym regionie ponad 150 tys. ludzi. Ogromna większość mieszkańców Filipin to katolicy.

Jak podkreśla EFE, do wtorkowego ataku doszło niecały tydzień po wprowadzeniu przez prezydenta Filipin Rodrigo Duterte przepisów rozszerzających autonomię muzułmańskiej większości na południu kraju, w tym na wyspie Basilan. Celem takich decyzji szefa państwa jest zaprowadzenie pokoju w regionie, gdzie działają liczne grupy rebelianckie.