W małej afrykańskiej wiosce mieszkał niewidomy. Był mądrym człowiekiem. Kiedy ktoś miał problem, przychodził do niego, a on pomagał mu go rozwiązać. Często go pytali: skąd ty to wszystko wiesz, przecież jesteś ślepy? A on im odpowiadał, że widzi uszami. Dzieci śmiały się z tego i dokuczały mu.

Niewidomy miał marzenie: chciał iść na polowanie. Nikt go jednak nie chciał zabrać. Aż wreszcie jeden myśliwy zgodził się wziąć go ze sobą. Kiedy odeszli już daleko od wioski, niewidomy usłyszał lwa szybciej, niż myśliwy go zobaczył. Myśliwy był za to zły, więc zanim wrócili do wioski, zaproponował, by zastawić pułapki i za kilka dni zobaczyć, co się w nie złapało. Wtedy okaże się, który z nich jest lepszy.

Niewidomy się zgodził i po kilku dniach znów ruszyli w drogę. Zanim dotarli na miejsce, myśliwy zaproponował towarzyszowi, by odpoczął, a on w tym czasie sprawdzi, co wpadło w pułapki. I dalej poszedł sam. Kiedy dotarł na miejsce, okazało się, że w jego sidła złapała się ropucha, a w pułapkę niewidomego dorodny bażant.

– I w tym momencie pytam dzieci: jak myślicie, co się teraz stanie? – mówi Michał Malinowski, założyciel Muzeum Bajek, Baśni i Opowieści Mubabao w Czarnowie, niedaleko Konstancina-Jeziorny. – A wszyscy odpowiadają: myśliwy zamieni pułapki.

– I zamienił?

– Zamienił. Ale ważne, dlaczego tak odpowiadają.

– Dlaczego?

– Bo myślimy schematami i przekazujemy je dzieciom, które zaczynają myśleć tak samo. Dobra opowieść może to zmienić, pobudzić wyobraźnię, nauczyć kreatywności.

Inżynier wyobraźni

Czasy, kiedy bajki opowiadali nam dziadkowie, odchodzą. Zamiast nich opowieści snują media, które dzień w dzień donoszą o wojnach, katastrofach, wypadkach, huraganach, powodziach, śmierci i zniszczeniach. Złe opowieści, które dzieci chłoną jak gąbka. To dlatego potem jest tak jak z bajką o wilku i kurze, którą Michał Malinowski opowiada najmłodszym słuchaczom.

To dobra bajka o przemianie. O złym wilku, który chwyta kurę. Ta jednak jest za chuda, by się nią najeść, więc codziennie przynosi jej ziarno, by ją utuczyć. Ale kura ma kurczęta i ziarno oddaje dzieciom. Kiedy wilk traci cierpliwość i przychodzi, by zjeść kurę, kurczęta przytulają się do niego i dziękują za to, że je karmił. Wilk pod wpływem ich uczuć zmienia się i od tej pory otacza kurę i jej kurczęta opieką. – Zdarzyło się, że gdy opowiadałem tę bajkę, jakaś dziewczynka wstała i powiedziała, że ten wilk jest okropny, prawie jak Putin. A wtedy inna dziewczynka powiedziała, że nie jak Putin, tylko jak Tusk, bo Putin jest zły, ale jeszcze gorszy od niego jest Tusk – mówi Malinowski.

Tak bajki przeplatają się z rzeczywistością.

W dobrze opowiedzianej bajce musi być napięcie, bo ono utrzymuje uwagę. Musi być trochę strachu, więc kiedy Michał mówi, że wilk przychodzi do kury, by ją zjeść, robi to tak, że dzieci ze strachu zamykają oczy. Gestykuluje, kiedy trzeba, podnosi głos. Dobrze opowiedziana bajka łączy, buduje między opowiadającym a słuchaczami most, specyficzną relację, więź, która słuchacza wciąga, angażuje, nie pozwala mu pozostać obojętnym. Ta więź to jedna z ważnych funkcji opowieści. Ale nie da się jej zbudować z telewizorem czy komputerem. Być może dlatego, kiedy w Stanach Zjednoczonych przeprowadzono badania dotyczące zadowolenia z życia, okazało się, że w dobie powszechnego dostępu do internetu spadło ono u Amerykanów aż o połowę. – Z opowieściami w mediach jest jeszcze ten problem, że częściej są złe niż dobre – mówi Malinowski. – A to sprawia, że złe zakończenia stają się niepostrzeżenie normą. Zaczyna nam się wydawać, że tak musi być, że takie jest życie. A to nieprawda. To nasz wybór, jakich bajek chcemy słuchać i jakimi opowieściami się karmimy.

Afrykańscy opowiadacze bajek mówią, że słowo nie kość, ale może wiele kości złamać. Dlatego on opowiada historie, które pozwalają wierzyć w marzenia, uczą, jak je realizować, a przede wszystkim na tyle rozbudzają wyobraźnię, by je mieć. I dlatego o swoim muzeum lubi myśleć jak o podwórku wyobraźni, a siebie nazywać jej inżynierem.

Współczesne smoki

Pomysł założenia muzeum bajek zrodził się w głowie Michała Malinowskiego nad brzegiem Oceanu Spokojnego, w jednej z wiosek Papui-Nowej Gwinei. Najpierw była uczta z żółwia morskiego, potem wielkie ognisko na plaży i dwóch starców snujących opowieści. Wokół ogniska zgromadzili się wszyscy mieszkańcy wioski – dzieci, ich rodzice i dziadkowie, jakieś 150 osób. Pewnie słyszeli te opowieści nie po raz pierwszy, ale nikomu to nie przeszkadzało. Słuchali, śpiewali, śmiali się razem z bajarzami i razem z nimi bali.

W Burkina Faso, nad Jeziorem Hipopotamów, Malinowski trafił do wiosek, w których nikt nie potrafił pisać. Starcy opowiadali przez nikogo niespisane bajki i przekazywali w nich prawdy o fundamentalnych sprawach: uczciwości, sprawiedliwości, szacunku dla starszych. – Tam dowiedziałem się, dlaczego w Afryce nie ma domów starców – mówi Malinowski. – Usłyszałem, że pierwszy, który oddałby swojego krewnego do takiego domu, zostałby ukamienowany.

W pogoni za bajkami Malinowski zjeździł cały świat. Słyszał setki opowieści, a wiele z nich łączył wspólny mianownik – uniwersalne zasady. Mówiły o tym, że dobro rodzi dobro, a zło – zło. Że dobro jest wynagradzanie, a zło karane. I że nigdy na zło nie powinniśmy pozostać obojętni, bo może się to dla nas skończyć źle.

– Opowieści przenoszą nas w inne światy, ale można w nich znaleźć uniwersalne recepty, więc pomagają zrozumieć ten nasz – przekonuje Michał Malinowski. – Weźmy bajkę o Smoku Wawelskim. Król wysyłał przeciwko niemu zbrojnych rycerzy, ale nic to nie dawało. Żaden siłą nic nie wskórał. Szewczyk Skuba, który wypchał barana siarką, nie użył siły, tylko sprytu. Znalazł inne rozwiązanie. We współczesnym świecie też mamy swoje smoki, choćby terroryzm. Ale zasada pozostaje niezmienna – odpowiadanie siłą na siłę to jak wysyłanie rycerzy na smoka. Efekt żaden. Może więc trzeba jak szewczyk znaleźć zupełnie inne rozwiązanie. Wymyślić inne zakończenie opowieści.

Magazyn na majówkę / Dziennik Gazeta Prawna

Kreatywność

Do wymyślania zakończeń dobra jest bajka o wyspie skarbów. Michał Malinowski nazywa jej opowiadanie edukacją przygodową. W filmach i grach komputerowych, w których bohaterowie poszukują skarbów, zdarza się, że kiedy mają go już na wyciągnięcie ręki, popełniają błąd i skarb przepada. Bajki opowiadane przez Michała mają motywować, więc skarb zostaje znaleziony. Ważniejsze jest to, co dzieci z nim zrobią. – Jedne mówią, że wezmą go dla siebie, inne, że zabiorą i podzielą się z pozostałymi. Kolejne wolą go w ogóle nie ruszać, by nie kusić losu. Wymyślanie alternatywnych zakończeń rozbudza kreatywność – przekonuje Malinowski.

Rozbudzają ją nie tylko słowa. Kiedy w Papui-Nowej Gwinei po raz pierwszy pomyślał o stworzeniu miejsca dla opowieści, zauważył, że równie ważny jak ich treść jest proces przekazywania. Kiedy więc opowiada o wyspie skarbów lub piratach, dzieci wiążą marynarskie węzły. A kiedy opowiada im bajkę afrykańską, grają na przywiezionych z podróży tradycyjnych bębnach i balafonie, afrykańskiej odmianie ksylofonu. Przy bajkach z Azji używa papierowych teatrzyków. Są też drewniane zabawki mechaniczne i klocki mubabao – nieregularne, o różnych kształtach, cięte z buków, dębów i sosen, z których można budować skomplikowane konstrukcje pobudzające myślenie abstrakcyjne. Ceni w nich lekkie chropowatości, sęki, bo one też działają na zmysły.

W Afryce zauważył, że tamtejsi opowiadacze nie dzielą bajek na opowieści dla dzieci i dorosłych. Jednym i drugim opowiadają te same, bo ich opowieści są uniwersalne. Nie mają jednego morału, każdy może z nich wziąć dla siebie to, co dla niego najważniejsze. I tego Malinowski stara się uczyć na warsztatach. Również dorosłych.

Przemiany

Przyjechało ich do muzeum trzydziestu. Załoga firmy transportowej. Właściciel czuł, że coś się w zespole nie klei. Zafundował im więc sześciogodzinne warsztaty na temat współpracy.

Weszli skrępowani i źli. Sobota, dzień wolny, a oni do jakiegoś muzeum bajek. Na co to komu?

Malinowski opowiedział im o wieży Babel. O ludzkiej pysze, która kazała im wierzyć, że są w stanie sięgnąć do Boga. I o tym, jak Bóg pomieszał ich języki, by nie mogli ze sobą współpracować. Potem dał im klocki mubabao i kazał zbudować z nich wieżę. Zespół podzielił się: jedni budowali wieżę sami, inni podobierali się w pary, trójki, a kiedy skończyli, Malinowski zapytał, czemu nie zbudowali jednej wieży? Czemu rywalizowali między sobą, zamiast współpracować? – Nie przyszło im to do głowy, bo znów zadziałały schematy. Ale żeby się z nich wyzwolić, najpierw trzeba sobie zdać sprawę, że w nich tkwimy – tłumaczy Malinowski.

Współczesne opowieści dla dzieci różnią się od tych tradycyjnych. Zwłaszcza te, którymi karmią ich całodobowe programy telewizyjne. Zło nie zawsze w nich przegrywa, prawda nie zawsze się opłaca, a sprawiedliwość nie zawsze jest najważniejsza. Znak czasów.

Opowiadacze wolą tradycję. Kilkadziesiąt lat temu we Francji narodził się ruch odnowy opowiadania historii, który postawił sobie za cel nie tylko troskę o słowo mówione, ale i o uniwersalne wartości, które niosą opowieści.

Dla Michała Malinowskiego jedną z takich wartości jest przemiana. Lubi bajki, w których złe postacie nie są karane, lecz dostają szansę na poprawę. Nie jak w bajce o leniwym mieszkańcu wioski, który gdy wszyscy szli pracować w polu, szukał cienia i spał. Pewnego dnia uderzył w niego grom z jasnego nieba i zabił, a w miejscu, w którym zginął, wytrysnęło źródełko. Woda z niego miała cudowną moc uzdrawiania. Niby jest w tym jakaś przemiana, ale dla biedaka nie miało to już żadnego znaczenia.

Malinowski woli takie zakończenia, jak w opowieści o niewidomym i myśliwym – tym, który podmienił pułapki i gdy wrócił do niewidomego, powiedział, że w jego była ropucha. – A w twojej? – zapytał niewidomy. – Dorodny bażant – odpowiedział myśliwy. A kiedy wracali już do wioski, zadowolony z siebie myśliwy zapytał niewidomego: – Mówią, że jesteś mądry, powiedz więc, skąd tyle zła na świecie?

– Bo są tacy ludzie jak ty, którzy oszukują – odpowiedział niewidomy, a myśliwy zawstydził się, przeprosił i oddał niewidomemu bażanta. Po chwili jednak zapytał:

– Ale mimo to na świecie jest też wiele dobra, skąd więc się ono bierze?

– Bo są tacy ludzie jak ty, którzy potrafią przyznać się do błędu i naprawić go – odpowiedział niewidomy. I zostali przyjaciółmi, a kiedy dzieci w wiosce śmiały się z niewidomego, myśliwy mówił im, że niewidomy nie tylko widzi uszami, ale też słyszy sercem.

A potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie.