Po załamaniu rozmów z socjaldemokratami premier Andrej Babiš ma spotkać się we wtorek z prezydentem Milošem Zemanem. Wtedy być może rozstrzygnie się, czy u naszych południowych sąsiadów odbędą się przyspieszone wybory
Reklama
Szef rządu na spotkaniu z głową państwa ma uradzić co dalej. Pomimo wielomiesięcznych negocjacji nie udało się bowiem wyłonić gabinetu, który cieszyłby się stabilną większością w parlamencie. Obecny, z Babišem na czele, pełni funkcję rządu tymczasowego lub – jak mówią Czesi – rządu w dymisji. To znaczy, że nie udało mu się uzyskać votum zaufania od Izby Poselskiej. Na bieżąco jednak zajmuje się administrowaniem krajem (np. Babiš reprezentuje kraj na szczytach Rady Europejskiej).
Zgodnie z czeską konstytucją premiera wskazuje prezydent. Przepisy nie precyzują jednak, ile czasu głowa państwa ma na następny krok, jeśli jego kandydat nie uzyska votum zaufania – może to zrobić od razu, a może też zwlekać, czekając na rozwój wypadków (teoretycznie nawet do końca kadencji parlamentu w drugiej połowie 2021 r.). Zeman na razie wybrał ten wariant, bo z Babišem łączy ich wspólnota interesów. Prezydent wsparł obecnego premiera w ub.r., gdy ten jeszcze zajmował stanowisko ministra finansów, a jego dymisji domagał się ówczesny szef rządu Bohuslav Sobotka. Z kolei ANO, ugrupowanie założone przez Babiša, nie wystawiło swojego kandydata w styczniowych wyborach prezydenckich, co przyczyniło się do zwycięstwa Zemana.
Zeman więc zwlekał, dając Babišowi czas na posklejanie koalicji – zadanie tym trudniejsze, że do 200-osobowej Izby Poselskiej w październikowych wyborach weszło aż dziewięć ugrupowań. Zakończone fiaskiem rozmowy z socjaldemokratami z ČSSD, wobec oporu innych partii przed współpracą z premierem, na którym ciążą zarzuty wyłudzenia funduszy unijnych, widziane były jako ostatnia realna próba wyłonienia stabilnej większości.
Politycy ČSSD ostatecznie doszli do wniosku, że są w stanie przełknąć problemy z prawem premiera, ale postanowili licytować wysoko i zażądali dla siebie pięciu resortów. Kiedy Babiš się zgodził, socjaldemokraci postawili kolejny warunek: wśród naszych ministerstw ma się znaleźć resort spraw wewnętrznych i administracji – żeby nie było ryzyka, że premier będzie mataczył przy śledztwie w swojej sprawie.
Tego szef rządu nie zdzierżył i w czwartek wieczorem odmówił przystania na warunki ČSSD. W efekcie socjaldemokraci odeszli od stołu rozmów, mówiąc, że nie muszą pełnić roli listka figowego dla rządu Babiša. Od razu ze strony opozycji pojawiły się głosy, że prezydent powinien teraz powierzyć misję formowania rządu komuś innemu. Zeman jednak milczy. Ustami swojego rzecznika Jiříego Ovčáčka zapowiedział, że powie co dalej dopiero po spotkaniu z premierem.
Na scenie politycznej są ugrupowania, które deklarują poparcie rządu Babiša. Jednym z nich są komuniści, którzy mieli stanowić ciche wsparcie dla koalicji ANO z ČSSD, nie wchodząc jednak do rządu.
– Od początku chęć wejścia do rządu deklarowała skrajnie prawicowa partia Wolność i Demokracja Bezpośrednia. Babiš jest jednak zdania, że stanowiliby zbyt duże obciążenie wizerunkowe dla Czech – tłumaczy Łukasz Ogrodnik z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Stojący na czele ugrupowania Tomio Okamura uważa, że Unia Europejska jest gorsza niż Związek Radziecki oraz że islam nie jest religią. Uczestniczył także w praskim zjeździe skrajnej prawicy razem z Marine Le Pen oraz Geertem Wildersem. Jakiś czas temu prezydent Zeman stwierdził, że ten wariant cały czas jest w odwodzie i że jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.
Coraz bardziej prawdopodobnym wariantem są przyspieszone wybory. Do nich jednak – przynajmniej oficjalnie – nikt się nie pali. – Jeśli faktycznie do nich dojdzie, to ważne będzie, kogo Czesi uznają za winnego fiaska rozmów koalicyjnych. ANO będzie stało na stanowisku, że to roszczeniowa postawa socjaldemokratów uniemożliwiła porozumienie. ČSSD oraz prawicowa opozycja będą oskarżać Babiša o to, że kurczowo trzyma się władzy, choć ciążą na nim zarzuty oszustwa – tłumaczy Jakub Groszkowski z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Przedterminowe wybory zawsze wiążą się z ryzykiem. To dlatego premier prowadzi permanentną kampanię wyborczą – aby w każdej chwili być gotowym na przedwczesną elekcję. Ta taktyka się opłaca – ANO wciąż jest liderem poparcia – ale jednocześnie sondaże wskazują, że skład nowej Izby Poselskiej byłby tak samo rozdrobniony jak obecnej. Rozmowy koalicyjne mógłby odblokować sam Babiš, deklarując, że nie będzie premierem, i wskazując innego polityka ANO. Na to jednak na razie się nie zanosi. ⒸⓅ