Rządząca na Węgrzech koalicja z udziałem konserwatywnego Fideszu jest zdecydowanym faworytem niedzielnych wyborów parlamentarnych, ale ich wynik z wielu względów nie jest przesądzony.

„Szalenie trudno cokolwiek prognozować, bo bardzo dużo jest znaków zapytania” – powiedział PAP szef zbliżonego do rządu ośrodka Nezoepont Agoston Samuel Mraz.

Zgadza się z nim analityk niezależnego ośrodka Political Capital Attila Juhasz: „Bardzo trudno powiedzieć, jak się zmieni skład parlamentu, bo moim zdaniem obecne wybory należą do najbardziej nieprzewidywalnych”.

Reklama

Niewiadomych jest ich zdaniem wiele. Nie można np. wykluczyć, że koalicja Fideszu z Chrześcijańsko-Demokratyczną Partią Ludową (KDNP) zdobędzie konstytucyjną większość 2/3 mandatów, nie ma też pewności, czy do parlamentu wejdzie koalicja Węgierskiej Partii Socjalistycznej i partii Dialog, ani w ilu jednomandatowych okręgach wyborczych zwyciężą kandydaci opozycji.

Obaj eksperci zgadzają się, że najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, iż koalicja Fideszu i KDNP zdobędzie stabilną większość, ale nie osiągnie 2/3 miejsc w parlamencie. Nie wykluczają jednak ani większości konstytucyjnej dla obecnej ekipy rządzącej, ani też przewagi kandydatów opozycji w parlamencie.

Reklama

„Z prawdopodobieństwem 70-80 proc. Fidesz zdobędzie większość absolutną. Najwyżej 10-15 proc. szans daję na zdobycie większości 2/3 lub niewygranie wyborów” – oświadczył Mraz.

Wiele zależy od frekwencji. Im więcej osób pójdzie do urn, tym bardziej wzrosną szanse opozycji, gdyż – jak podkreśla Juhasz - Fidesz ma wierną bazę wyborczą liczącą około 2 mln osób, ale nie bardzo jest w stanie ją zwiększyć.

Kolejną niewiadomą jest to, którym partiom uda się przekroczyć próg wyborczy. Oprócz Fideszu-KDNP na pewno wejdzie do parlamentu skrajnie prawicowy niegdyś, a obecnie oscylujący bardziej w stronę centrum Jobbik, zapewne uda się to również Koalicji Demokratycznej byłego socjalistycznego premiera Ferenca Gyurcsanya oraz zielono-lewicowej partii Polityka Może Być Inna.

Nie jest natomiast stuprocentowo pewne, czy próg – wynoszący w przypadku koalicji dwóch partii 10 proc. – przekroczy Węgierska Partia Socjalistyczna sprzymierzona z partią Dialog.

„Powiedziałbym, że jednym z największych znaków zapytania w wyborach 2018 r. jest to, czy MSZP uda się dostać do parlamentu” – ocenił Mraz, wskazując na rozdrobnienie lewicowych partii, co stwarza swego rodzaju nadpodaż. Także według Juhasza "10-procentowy próg oznacza ryzyko dla koalicji MSZP-Dialog”.

„Gdybym miał się założyć, powiedziałbym, że wejdą, chociaż ledwo. Dla nich jest to walka o przetrwanie” – ocenił Mraz.

W węgierskich wyborach w jednej turze zostanie wyłonionych 199 posłów. Na Węgrzech obowiązuje mieszany system wyborczy. 106 posłów jest wybieranych w jednomandatowych okręgach wyborczych, a pozostałych 93 trafia do parlamentu z list partyjnych – zgodnie z ordynacją wyborczą zmienioną przez koalicję Fidesz-KDNP w 2011 r.

Z uwagi na ordynację wyborczą jest istotne, czy opozycja zjednoczy siły w walce z kandydatami Fideszu – w poprzednich wyborach w wielu miejscach suma głosów oddanych na kilku kandydatów opozycji przekraczała liczbę głosów kandydata Fideszu, ale to on wygrywał. Choć nie powstała teraz wspólna lista wyborcza opozycji, to w ostatnich dniach niektóre partie opozycyjne ogłosiły wycofanie swoich kandydatów na rzecz mających większe szanse opozycyjnych rywali.

Przez zwolenników opozycji jest też lansowana idea „głosowania taktycznego” w tych okręgach, gdzie nie będą wycofywani mniej popularni kandydaci opozycji. Powstała specjalna strona internetowa, gdzie można sprawdzić, który kandydat opozycji ma największe szanse w poszczególnych okręgach.

Wszystko to sprawia, że choć spodziewane jest zwycięstwo Fideszu, to na wiele pytań udzieli odpowiedzi dopiero samo głosowanie.

Fidesz, który rządzi w koalicji z KDNP od 2010 r., bezapelacyjnie prowadzi w sondażach przedwyborczych. W badaniach różnych ośrodków poparcie dla koalicji deklaruje 27-41 proc. wszystkich ankietowanych, podczas gdy dla zajmującego z reguły drugie miejsce Jobbiku 9-18 proc. Koalicja Węgierskiej Partii Socjalistycznej i partii Dialog zajmuje przeważnie trzecie miejsce z wynikiem 5-12 proc. przy odsetku niezdecydowanych rzędu 28-39 proc.

Rząd jest chwalony m.in. za to, że udało mu się doprowadzić do poprawy sytuacji gospodarczej po 8 latach socjalistycznych rządów: utrzymać deficyt budżetowy poniżej 3 proc. PKB, spłacić przyznany w 2008 r. kredyt Międzynarodowego Funduszu Walutowego w wysokości 12,3 mld euro, a także przeprowadzić konwersję kredytów walutowych na forinty jeszcze przed skokiem kursu franka szwajcarskiego w 2015 r. Dobrze oceniany jest także program wspierania rodzin.

Krytyka pod adresem rządu dotyczy przede wszystkim budowy systemu nieliberalnego, z którą to koncepcją Orban wystąpił w 2014 r.; zarzuca mu się też prowadzenie polityki mogącej stwarzać zagrożenie dla demokracji oraz korupcję.

W kampanii Fideszu dominował wątek zagrożenia imigracyjnego, które władze wiążą z terroryzmem oraz ryzykiem utraty chrześcijańskiej tożsamości przez Węgry i Europę. Kandydaci opozycji w wyborach są prezentowani jako „ludzie Sorosa", amerykańskiego finansisty węgierskiego pochodzenia, który według władz Węgier chce sprowadzić do Europy miliony imigrantów.

Opozycja natomiast zarzuca przedstawicielom władz korupcję i obiecuje, że w razie jej wygranej unijne środki będą trafiać do ludzi zamiast „fideszowskich elit”, akcentuje też fatalny stan służby zdrowia i oświaty, obiecuje powstrzymanie emigracji młodych Węgrów oraz podniesienie wynagrodzeń i emerytur.

„Polityka, którą stworzył Orban, polega na tym, że ogłosił się wyrazicielem interesów narodowych, a wszystkich innych, którzy się z nim lub z Fideszem nie zgadzają, określa jako wrogów narodu. Robi to konsekwentnie od 2002 r. i dzięki temu utrzymuje swoją bazę wyborczą. Nieustannie rysuje obraz wroga, który jego zdaniem zagraża narodowi. Od 2010 r. były to MFW, UE, Bruksela, migranci, Goerge Soros, ONZ – wszystko, co pasuje do aktualnej sytuacji” – powiedział Juhasz.

Mraz mówi raczej o „niecofającej się przed konfliktami obronie interesów, która według większości Węgrów jest skuteczna”. „To podwójna strategia – rozmowa przy stole albo decydowanie się na konflikty. Orban nie boi się konfliktów i przyniosło to zwiększenie wpływów jego oraz Węgier w ostatnich latach na europejskiej scenie politycznej” – oświadczył analityk.

Orban przekonuje, że stawką tych wyborów jest to, czy Węgry staną się „państwem imigracyjnym”, co według niego nastąpi w razie zwycięstwa opozycji. Mraz uważa, że jeśli wyborcy pokażą, iż są zadowoleni z rządu i jego pracy, to nie ma powodu, żeby ją zmieniać i w trzeciej z rzędu kadencji będzie kontynuowanie wzmacnianie klasy średniej, powiększanie narodowej własności we wszystkich gałęziach oraz obrona interesów Węgier na scenie międzynarodowej. Juhasz spodziewa się zaś kontynuowania budowy nieliberalnego systemu, w tym uniemożliwienia pracy krytycznych wobec rządu NGO i likwidacji resztki wolnej prasy.