Wcześniej informowano o siedmiu ofiarach śmiertelnych i 50 rannych. AFP pisze, że wśród ofiar nie ma Francuzów. 12 rannych jest w stanie krytycznym.

Za zamachami stali islamscy ekstremiści - podaje agencja AFP. Jednak dotychczas do ataków nie przyznała się żadna organizacja terrorystyczna.

Około południa w piątek uzbrojeni napastnicy dokonali jednoczesnych ataków na ambasadę Francji i siedzibę burkińskiej armii. Członkowie sił bezpieczeństwa zabili ośmiu napastników. Kilka osób zostało aresztowanych.

Reklama

Ubrani w mundury uzbrojeni zamachowcy podłożyli bombę w samochodzie, który stał przy kwaterze głównej burkińskiej armii. Prawdopodobnie - pisze AP - celem eksplozji było znajdujące się blisko samochodu pomieszczenie, w którym spotkać mieli się wysocy rangą oficerowie. Jednak miejsce spotkania zostało wcześniej zmienione - podał minister bezpieczeństwa Clement Sawadogo. Podkreślił ponadto, że pomieszczenie zostało całkowicie zniszczone, a w wyniku wybuchu części samochodu rozniosły się po budynku.

Prokuratura w Wagadugu zaapelowała do świadków, by "pomogli w poszukiwaniach i identyfikacji wspólników" zamachowców i wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób mogli być związani z atakami.

Burkińskie media informowały, że napastnicy, krzycząc "Allahu Akbar" (Bóg jest wielki) wyszli z furgonetki i zaczęli strzelać. Potem miało dojść do wybuchu samochodu.

Piątkowy zamach był trzecim w stolicy Burkina Faso w ciągu ostatnich trzech lat, którego celem były miejsca uczęszczane przez obywateli państw zachodnich. 13 sierpnia 2017 r. w zamachu w kawiarni, do którego nie przyznała się żadna organizacja, zginęło 19 osób; z kolei 14 stycznia 2016 r. dżihadyści z Al-Kaidy Islamskiego Maghrebu (AQMI) zabili 30 osób, w tym sześciu Kanadyjczyków i pięciu Europejczyków. (PAP)