Rozumieją państwo, dlaczego samowolna próba zdobycia K2 przez nadmiernie charakternego himalaistę stała się w ostatnich dniach megainformacją, jedyną, która konkurowała z doniesieniami z frontu polsko-żydowskiego?
Z należnym kamikadze szacunkiem – ale cóż to za wiadomość, że uczestnik absurdalnie niebezpiecznej wyprawy po chwałę wyrwał do przodu wbrew kolegom? Zimowe zdobywanie K2 to czyste wariactwo, generalnie interesujące ludzi z branży oraz wielbicieli niszowych wyzwań ekstremalnych. A tu nagle news, jakby (odpukać!) Lewandowski porzucił piłkę nożną.
Przypomniało mi to narodową histerię po tym, jak Andrzej Wajda dostał Oscara za całokształt twórczości. Należał się naszemu reżyserowi i wypadało się naprawdę cieszyć – ale skala manifestowanych emocji (TVP zrobiła specjalny wieczór poświęcony temu wydarzeniu) rozmijała się z realiami. W końcu Oscar to tylko Oscar, prestiżowa branżowa nagroda, na dodatek przyznawana przez ludzi, których niemal nikt w Polsce nie zna i na oczy nawet nie widział.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.