Reklama

Mer Sofii Jordanka Fandykowa zakazała marszu ponad trzy miesiące temu. Sojusz jednak zaskarżył zakaz do sądu i otrzymał zezwolenie na przeprowadzenie pochodu. Uczestnicy marszu zebrali się na jednym z centralnych placów Sofii i przeszli do domu gen. Łukowa pod silną ochroną policyjną. W tym roku było ich jednak mniej w porównaniu z poprzednimi latami.

Przeciw marszowi wypowiedziały się władze miejskie, rząd (według którego jest on "haniebną prowokacją"), partia premiera Bojko Borisowa GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii) i opozycyjna Bułgarska Partia Socjalistyczna. Ambasada USA wyraziła zaniepokojenie marszem i przypomniała w oświadczeniu, że "gen. Łukow był zwolennikiem nazizmu, który propaguje nienawiść i niesprawiedliwość, a nie człowiekiem zasługującym na szacunek".

Kilka godzin przed marszem w centrum stolicy odbył się protest organizacji antyfaszystowskich, domagających się "oczyszczenia ulic Sofii z neofaszystowskich przejawów". Do bułgarskich uczestników protestów, których zdaniem obserwatorów było więcej niż uczestników marszu, dołączyła znaczna grupa antyfaszystowskich organizacji z sąsiedniej Grecji.

Nacjonaliści bułgarscy od 18 lat organizują pochody z pochodniami w rocznicę zabójstwa Łukowa przez komunistyczną bojówkę w 1943 r. Generał Łukow, założyciel tzw. Legionów - organizacji młodzieżowej utworzonej na wzór hitlerowski - był jednocześnie bohaterem pierwszej wojny światowej.

Z Sofii Ewgenia Manołowa (PAP)