Najpierw była grzeczna i szarmancka „Randka w ciemno”, potem frywolny i przaśny „Rolnik szuka żony”, a następnie balansujący na granicy tolerancji i oburzenia „Ślub od pierwszego wejrzenia”. Wszystkie te programy to jednak niewinne, wręcz cnotliwe produkcje, imponujące swą powściągliwością w porównaniu z tym, co telewizje zafundują nam za chwilę.
W duńskim Kanal 4 niebawem wyemitowany zostanie pierwszy odcinek „Ciąży z nieznajomym”. W dużym skrócie: miliony ludzi przed telewizorami będą obserwować, jak kilka kobiet wybiera ojców dla swoich przyszłych dzieci spośród grupy facetów wyselekcjonowanych na castingach. Mężczyźni będą przechodzili testy fizyczne, psychiczne i medyczne. Następnie zrobią co do nich należy i... arrivederci, adios, adieu, vi ses, goodbye. Producent programu tłumaczy, że jest to „odpowiedź na zapotrzebowanie ze strony społeczeństwa”, w którym jest coraz więcej singli, pragnących mieć dziecko, ale nie partnera.
Świetnie! To ja w takim razie chcę mieć mnóstwo pieniędzy, ale nie chodzić do pracy. Może zrobimy o tym program? O, i chcę mieć dzieci, ale nie związane z nimi obowiązki. Proponuję zatem telewizyjną serię pod tytułem: „Jak wyłgać się od zmieniania pieluch, karmienia darmozjada i łożenia na jego naukę”. I jeszcze „Sąsiedzkie zamiany” dla tych, którym znudziło się życie z dotychczasowym partnerem i chcą spróbować czegoś nowego, przy czym nie chce im się szukać rozrywek na mieście i za nie płacić.