Martin Schulz dotychczas nie krył się z krytyką Polski. Co się stanie, jeśli obejmie stanowisko szefa dyplomacji?
Reklama
Taka mogłaby być konsekwencja zawarcia nowej wielkiej koalicji w Niemczech. Martin Schulz – obecny przewodniczący Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) – najprawdopodobniej będzie chciał dla siebie stanowiska w rządzie. Mógłby wtedy przejąć tekę ministra spraw zagranicznych od piastującego to stanowisko od roku Sigmara Gabriela, kolegi z SPD.

Reklama
To oczywiście jeden z możliwych scenariuszy, bowiem droga do odnowienia koalicji jest jeszcze daleka. Na razie Angeli Merkel i Martinowi Schulzowi udało się osiągnąć wstępne porozumienie, nad którym pochyli się 21 stycznia zjazd władz SPD w Bonn. Jeśli delegaci je zaakceptują – co nie jest pewne – zapali się zielone światło do właściwych rozmów koalicyjnych. Z kolei ich efekt będzie musiał jeszcze zostać zaakceptowany w głosowaniu wszystkich członków SPD (tutaj sukces również nie jest pewny). W ten sposób nowego szefa niemieckiej dyplomacji poznalibyśmy zapewne przed Wielkanocą.
Schulz na tym stanowisku mógłby stanowić dla polskich władz twardy orzech do zgryzienia, bowiem przez ostatnie dwa lata nie szczędził pod adresem Warszawy gorzkich słów, najpierw jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego, a potem jako przewodniczący socjaldemokratów. Jego podstawowy zarzut pod adresem Polski: ignorowanie europejskich wartości, opaczne rozumienie solidarności i naruszanie standardów państwa prawa. – Popatrzcie, co się dzieje w Polsce, gdzie wspólne wartości są systematycznie podważane, a UE nie jest zdolna do przeciwdziałania temu – grzmiał lider SPD na partyjnej konwencji w grudniu.
– Finansujemy rolnictwo, finansujemy budowę dróg w Rumunii i Bułgarii, finansujemy rozwój regionalny w Polsce, a te kraje mówią nam: wasza migracja, wasza polityka wobec uchodźców nic nas nie obchodzi. Tak dłużej być nie może – dodawał podczas debaty wyborczej z Angelą Merkel. – Kanclerz musi powiedzieć „stop” postawie „Sankcje (wobec Rosji – red.)? Tak, proszę. Miliardowe subwencje? Tak, proszę. Uchodźcy? Nie, dziękujemy” – uzupełniał we wrześniowym wywiadzie dla Deutsche Welle.
– Z naszej perspektywy lepiej by było, żeby na stanowisku pozostał obecny szef dyplomacji Sigmar Gabriel, który jest bardziej dyplomatycznym, przewidywalnym partnerem. Schulz jest politykiem bardziej emocjonalnym i radykalnym – mówi dr Małgorzata Bonikowska, szefowa Centrum Stosunków Międzynarodowych. Zaznacza jednak, że generalnie niemieccy politycy są powściągliwi w krytykowaniu Polski – w związku z czym Schulz jako szef dyplomacji może złagodnieć.
Podobnego zdania jest europoseł PiS Ryszard Czarnecki, który zwraca uwagę, że dotychczasowe niepochlebne komentarze pod adresem Warszawy padały raczej z chęci odróżnienia się od CDU w trakcie kampanii wyborczej. – Jest więc bardzo możliwe, że po objęciu urzędu nie będzie taki hardkorowy – mówi polityk PiS. Zwraca jednak uwagę, że będzie to zależało również od tego, gdzie w przyszłym gabinecie znajdzie się środek ciężkości polityki zagranicznej, który ostatnimi czasy był blisko urzędu kanclerskiego. – Jeśli Merkel wejdzie do koalicji osłabiona, to oczywiście Schulz jako krytyk Polski nie będzie drugim Frankiem-Walterem Steinmeierem, który raczej szukał tego, co łączy – mówi Czarnecki.
Nawet jeśli to nie zawsze szef dyplomacji kształtuje całość polityki zagranicznej, to na pewno ma na nią wpływ. Widać to już po wstępnym porozumieniu między SPD a CDU/CSU, które w mocny sposób akcentuje politykę europejską. A ponieważ tematem numer jeden na unijnej arenie jest reforma Wspólnoty, poglądy Schulza wpłyną na program Berlina w tym względzie. To również nie pozostanie bez wpływu na Polskę.
Jak wskazuje Sebastian Płóciennik z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, nowa koalicja z socjaldemokratami to gwarancja kursu Berlina na bliższą integrację, chociażby pod postacią powołania euroministra finansów, wzmocnienia Parlamentu Europejskiego czy nawet pomysłu wprowadzenia unijnego podatku lub ujednolicenia stawek CIT, co dla wielu było dotychczas tematem tabu. – Ambitna agenda Schulza może oznaczać dla Polski poważne problemy. Pogłębienie unii monetarnej może podzielić UE na różne prędkości, a pomysły koordynacji podatkowej i płacowej mogą ograniczyć konkurencyjność naszej gospodarki. Schulz będzie też bardziej skłonny do kontynuowania procedury z art. 7 wobec Polski niż jego partnerzy z CDU – mówi ekspert PISM.
Obsada resortu dyplomacji w Berlinie jest interesująca z perspektywy Warszawy również przez wzgląd na niemiecką politykę wschodnią. Tradycyjnie wśród socjaldemokratów jest więcej orędowników zbliżenia z Rosją niż wśród chrześcijańskich demokratów, co nad Wisłą zawsze budzi obawy. Jak jednak uspokaja były europoseł PO Paweł Zalewski, Schulz nie zalicza się do grona zwolenników bezwarunkowej poprawy relacji Berlina z Moskwą. – Wielokrotnie rozmawiałem z Schulzem, który w stosunku do Rosji ma podejście całkowicie realistyczne, bez sentymentów i złudzeń wobec faktu, że krajem rządzi system oligarchiczno-korupcyjny. To nie będzie drugi Gerhard Schröder – przekonuje.
Zresztą aby w nowym rządzie zająć ważne stanowisko, Schulz wcale nie musi pozbawiać swojego kolegi Sigmara Gabriela teki szefa dyplomacji. Przewodniczący SPD mógłby również objąć stanowisko ministra finansów, które z punktu widzenia jego ambicji europejskich byłoby jeszcze ważniejsze. W czasach kryzysu zadłużeniowego ze względu na konieczność finansowania kosztownych planów ratunkowych dla członków strefy euro, którzy wpadli w tarapaty, niemiecki resort finansów stał się nieoficjalnym centrum europejskiej polityki. A biorąc pod uwagę zbliżające się negocjacje nad przyszłym wieloletnim budżetem UE, przez jakiś czas to się nie zmieni.