Przyjęta przez PE rezolucja stwierdza, że sytuacja w Polsce stanowi "jednoznaczne ryzyko poważnego naruszenia wartości, o których mowa w art. 2 traktatu o UE". Deputowani wyrazili zaniepokojenie zmianami w przepisach dotyczących polskiego sądownictwa. Odnieśli się także do sytuacji polskiego Trybunału Konstytucyjnego, wyrażając ubolewanie, iż nie znaleziono kompromisowego rozwiązania problemu jego należytego funkcjonowania.

W rezolucji znalazło się też wezwanie do natychmiastowego "zawieszenia masowych wyrębów w Puszczy Białowieskiej" i "przestrzegania prawa do wolności zgromadzania się przez usunięcie z obecnej ustawy o zgromadzeniach zapisów dotyczących priorytetowego traktowania tzw. cyklicznych zgromadzeń cieszących się poparciem rządu".

Przeciwko rezolucji głosowali europosłowie PiS; PO podzieliła się w tej sprawie - sześciu przedstawicieli Platformy poparło rezolucję.

Reklama

Lewandowski, pytany w TVN24, czy ci europosłowie powinni zostać ukarani, powiedział, że sprawą zajmie się zarząd, a jego zdaniem jest ona "drugorzędna". Dodał jednak, że należy im się "jakiś rodzaj dobrze przemyślanego upomnienia".

"Jakiś rodzaj upomnienia dobrze wymyślonego im się należy, dlatego że w tak wrażliwych głosowaniach - żeby nie dostawał obóz rządzący amunicji - powinna działać drużyna" - ocenił. "Mówią, że głosowali zgodnie z własnym sumieniem" - dodał Lewandowski.

"Mam pewien problem z sankcjami, bo o ile ta rezolucja mówiła prawdę i całą prawdę (...), z sankcjami jest ten problem, że po pierwsze nie ma sankcji wycelowanych w sprawców tego nieszczęścia w postaci kolejnej debaty o Polsce, czyli otoczenie premier Szydło czy też prezydenta Dudy" - powiedział. Polityk podkreślił, że sankcje są "raczej kosztowne dla społeczeństwa".

Lewandowski wyraził przekonanie, że europosłowie popierający rezolucję "chcieli być zdeterminowani, że jeżeli uznajemy prawdę tego raportu o stanie rzeczy, to naturalną konsekwencją - tak rozumie to właściwie cały proeuropejski parlament - są sankcje".

"Jest jeszcze jeden kłopot z tymi sankcjami, mianowicie, że one są dość odległe w czasie i mogą na Polakach robić wrażenie, że Unia za nas załatwi demokrację. To nieprawda. Tę sprawę trzeba załatwić rzeczywiście w kraju, Unia może pomóc" - ocenił. (PAP)