Waszczykowski pytany dlaczego pogorszyły się relacje Polski z Ukrainą podkreślił: "Na płaszczyźnie politycznej, wojskowej, dyplomatycznej, ekonomicznej nic się nie zmieniło. W dalszym ciągu popieramy stanowisko ukraińskie, nie akceptujemy aneksji Krymu, nie akceptujemy rebelii w Donbasie, nie akceptujemy rosyjskiej presji na Ukrainę".

"Natomiast jest krótka lista spraw bilateralnych, które nie zostały od wielu lat rozwiązane, ponieważ Ukraińcy albo nie chcą ich rozwiązać, albo jeszcze pogarszają sytuację, zakazując nam prowadzenia ekshumacji" - podkreślił minister.

"I postawiliśmy po latach, kiedy pukaliśmy, stukaliśmy, perswadowaliśmy, sprawę wreszcie otwarcie na publicznym widoku. Jeśli w dalszym ciągu my was popierać chcemy, to zrewanżujcie się wreszcie jakimś gestem" - mówił szef MSZ.

Reklama

"Dlaczego ten, czy inny, kościół we Lwowie ma być przekazany na salę koncertową, a dlaczego nie może pełnić funkcji kościelnych, a ewentualnie w wolnych chwilach, wtedy, kiedy nie ma nabożeństw, może pełnić także funkcje inne? Jak np. katedra w Oliwie, czy w Łodzi kościół ewangelicki, gdzie są festiwale organowe i nikomu to nie przeszkadza. Dlaczego ta, czy inna plebania nie może być oddana, tylko jest od kilkudziesięciu lat - jeszcze przez Sowietów zajęta - nie może pełnić funkcji np. katechetycznych przy kościele? - pytał Waszczykowski.

"Dlaczego na Muzeum wisi tablica, która informuje, że to byli polscy okupanci, którzy kiedyś tu funkcjonowali, dlaczego gdzieś tam w górach karpackich organizuje się pomnik Strzelców Siczowych, których rzekomo w 1939 r. wymordowała polska i węgierska armia? Czyli tworzy się jakieś hejt newsy. I jest jeszcze kwestia edukacji, języka polskiego" - wyliczał minister.

Chodzi o dawne więzienie przy ul. Łąckiego we Lwowie, gdzie obecnie znajduje się Muzeum Ofiar Reżimów Okupacyjnych. W ubiegłym roku na jego terenie odnaleziono szczątki 16 osób, najprawdopodobniej ofiar NKWD, które zajmowało więzienie w latach 1939-41. Według innych wersji pochowani tam ludzie mogli być straceni w czerwcu 1941 r., gdy do Lwowa wkraczali Niemcy, bądź też mogli zostać zabici po 1945 r.

Z umieszczoną przy Muzeum tablicy informacyjnej wynika, że dawne więzienie przy Łąckiego w różnych okresach było związane z represjami trzech reżimów okupacyjnych: polskiego, nazistowskiego i sowieckiego.

"Stworzyliśmy skromną listę ludzie skrajnie antypolskich, którzy rzeczywiście celebrują kult Bandery. My też mówimy, że tu nie ma symetrii. Między UPA a AK nie ma symetrii. To nie były takie same armie walczące o niepodległość. AK jednak nie robiła pacyfikacji na taką skalę, czy w ogóle nie robiła pacyfikacji, może jakiś incydent można przypisać. My domagamy się uczciwego - siądźmy przy stole, zróbmy uczciwy bilans, rozpoznajmy historię, rozpoznajmy fakty, przyznajmy się do pewnych rzeczy. Bo prawda leży tam gdzie leży, a nie pośrodku" - podkreślił szef polskiej dyplomacji. (PAP)