Autopromocja

Wakar: „Utalentowany Pan Ripley” pokazuje reżyserski pazur Rychcika

Utalentowany pan Ripley, fot. Krzysztof Bieliński
"Utalentowany pan Ripley" w warszawskim Teatrze Studio, fot. Krzysztof BielińskiMedia
27 marca 2015

Takie spektakle Radosława Rychcika lubię najbardziej. Bezczelne, garściami czerpiące z popkultury. Pod ostentacyjną atrakcyjnością „Utalentowanego pana Ripleya” z Teatru Studio w Warszawie kryje się jednak gorzka myśl. Dziś wszystko można ukraść – nawet czyjeś życie

Ogromny sukces poznańskich „Dziadów” na dobre ukształtował reżyserski styl Radosława Rychcika. To nie jest tak, że młody artysta bez reszty zatracił się w amerykańskich popkulturowych tropach i wszystkie przenoszone na scenę utwory postanowił otwierać tym samym kluczem. Pozory mylą, choć w nieudanej rzeszowskiej „Balladynie” Goplana była wystylizowana na Shirley Temple, podobnie jak Dziewczyna z Mickiewicza miała twarz i blond włosy Marilyn Monroe. Rychcik nikogo nie udaje, bawi go to, co rozumie w lot, dlatego chce narzucić widowni język sobie bliskich skojarzeń. Kształtuje go nie od wczoraj, jego znakiem był niemądrze hermetyczny i skupiony na samym sobie „Diabeł” z Teatru Współczesnego w Szczecinie, najwięcej zawdzięczający serialowi „Twin Peaks”. Wtedy Rychcik przegrał, bo wpadł w pułapkę wywoływania tanich nastrojów. „Dziadami” jednak udowodnił, że nawet do wielkiej literatury romantycznej można przyłożyć całkiem inną niż zwykle matrycę i w amerykańskiej tradycji znaleźć odbicie świata polskiego wieszcza. „Balladyna” miała pogłębić to wrażenie, ale skończyło się na jałowej powtórce. „Utalentowany Pan Ripley” pokazuje natomiast reżyserski pazur Rychcika, wskazuje jego poczucie humoru i udowadnia, że umie już wziąć sprawdzone chwyty w nawias i bawić się własnym teatrem.

Powieść Patricii Highsmith to więcej niż stylowy kryminał. Można traktować ją jako zwierciadło dla Ameryki, podobnie jak lustrem dla niej był „Ojciec chrzestny” Maria Puzo. Stany według Highsmith to kraj nieograniczonych możliwości i równie wielkich pokus. Tu wszystko można, w dodatku najczęściej bezkarnie. Życie jest jak rollercoaster albo nieustająca impreza do utraty tchu. Cóż z tego, że potem kac, niesmak, zerwany film.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.