Dziura w kadłubie ideologii. O „Nostromo” Conrada

ludzie, tłum, forma otwartej książki
ShutterStock
26 grudnia 2023

„Nostromo” czerpie swoją siłę narracyjną z przekonania Josepha Conrada, że jako twórca nie może on stanąć jednoznacznie po jednej stronie konfliktu, zamieniając literaturę w przypowieść moralną.

Do niedawna sytuacja z Josephem Conradem wyglądała tak – polskie przekłady jego książek pochodziły sprzed bez mała stu lat i mocno się językowo postarzały, inaczej niż oryginalne teksty angielskie, które nabrały dodatkowej elegancji i szlachetności. Conrad był pisarzem zaskakująco nowoczesnym – choć sam w odniesieniu do siebie nie użyłby zapewne tego epitetu – a przyciężkawa polszczyzna wspomnianych przekładów nieco utrudniała czytelnikowi zrozumienie, skąd brała się owa nowoczesność.

To się na szczęście zmienia. Translatorskie odkurzanie Josepha Conrada odbywa się w statecznym, spokojnym tempie, niemniej z udziałem wybitnych tłumaczy: Michała Kłobukowskiego („Lord Jim” – Znak 2002), Magdy Heydel („Jądro ciemności” – Znak 2011, „Opowiadania” – Czarne 2020) oraz Macieja Świerkockiego („Tajny agent” – Officyna 2018). Mam oczywiście nadzieję na więcej, tymczasem jednak nakładem łódzkiego wydawnictwa Officyna – w nowym, znakomitym przekładzie Macieja Świerkockiego – ukazał się „Nostromo”, najobszerniejsza i najbardziej skomplikowana formalnie powieść Conrada. Lektura „Nostroma” (która także powinna się odbywać w statecznym, spokojnym tempie, inaczej łatwo się w tej książce zgubić) uzmysławia dyskretną potęgę i osobliwą intelektualną niezależność tego pisarstwa. A także jego głębokie wyczucie złożonych procesów społecznych, ekonomicznych, politycznych.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.