Funkcjonuję poza mainstreamem i to mi pasuje – mówi John Porter, który nagrał znakomitą płytę w klimacie retro rocka
Swój debiutancki krążek, przepełniony rockową dynamiką i zadziornością, „Helicopters” wydałeś ponad 30 lat temu. Zaledwie dwa lata później, wraz z Krzysztofem Ścierańskim i Jose torresem, nagrałeś płytę „China disco”, którą w recenzjach z tamtych lat nazywano twoim odejściem od rocka. od tamtej pory nie zrobiłeś już jednak tak mocnej rewolty wobec tego gatunku. najnowsza płyta „Honey trap” to kolejny mocny obraz twojej rockowej duszy.
Mój nowy album jest pewną kontynuacją poprzedniej płyty „Back in Town”. Był podobnie nagrywany, na analogowym sprzęcie, na setkę. Współproducentem jest ponownie mój przyjaciel Phill Brown, który pracował z gigantami rocka pokroju Led Zeppelin. Jesteśmy w tym samym wieku i nagrywanie, które polega na tym, że leci taśma rejestrująca, a ty po prostu grasz, dopóki czujesz chemię albo dopóki taśma się nie skończy, bardzo nam pasuje. To dodało też krążkowi surowości i mrocznego klimatu. Takie brzmienie znakomicie sprawdzi się na winylu. A wracając do „China Disco”, to była jednorazowa próba, eksperyment, z którego szczerze mówiąc, nie jestem do końca zadowolony. Za to „Honey Trap” to już w pełni świadoma droga i styl.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.