Autopromocja

Smarzowski o "Wołyniu": Wierzę, że widz wyciągnie wnioski (wywiad)

Michalina Łabacz w filmie "Wołyń"
Michalina Łabacz w filmie "Wołyń"Media / Krzysztof Wiktorwww.krzysztof.w
26 września 2016

Wierzę w widza, że wyciągnie wnioski, że obejrzy ten film i odbierze jego przekaz, wymierzony przeciwko skrajnemu nacjonalizmowi – mówi PAP o "Wołyniu", który po prezentacji na festiwalu w Gdyni trafi do kin 7 października, reżyser Wojciech Smarzowski.

No właśnie, "w pewnych warunkach". Co się musi wydarzyć, żeby człowiek był taką bestią? Od tego wyszedłem. Czyli kiedy zabrałem się cztery lata temu, jeszcze przed Majdanem, do pracy nad tym filmem, zadałem sobie pytanie: skąd taki poziom okrucieństwa. Nie mam na to odpowiedzi.

Ta dzikość nie idzie ze Wschodu. Ona idzie z człowieka. W tym samym czasie, gdy popi święcili siekiery i piły banderowcom, księża katoliccy święcili noże chorwackim ustaszom, którzy następnie podrzynali tymi nożami gardła Serbom. Takie sytuacje mają miejsce na całym świecie. Po II wojnie światowej - Rwanda, Bośnia. Chyba nie wyciągamy wniosków z historii. Ona się powtarza.

W.S.: Jeśli chodzi o film "Wołyń", wierzę w widza. Że jednak wielu ludzi wyciąga wnioski. Że widz obejrzy ten film i odbierze jego przekaz, który jest wymierzony przeciwko skrajnemu nacjonalizmowi. I nie odbierze tego tak, że "Ukraińcy są źli". Ten film nie jest przeciwko Ukraińcom.

W.S.: Jak mówiłem, po pierwsze przeciwko skrajnemu nacjonalizmowi. Opowiadam o tym, do czego zdolny jest człowiek, kiedy wyposaży się go w odpowiednią ideologię i gdy da się mu przyzwolenie na zabijanie.

W.S.: Tak. Ten film nie jest biało-czarny, a Ukraińcy są przedstawieni w różny sposób. Na tym mi zależało, aby ten świat przedstawiony pocieniować, żeby on miał półtony. Wydaje mi się, że proporcje rozłożyłem sprawiedliwie. Dlatego w tym filmie nie ma dat, nie ma wskazanych miejsc, ponieważ to jest moja wypowiedź, a nie podręcznik historii. To jest dla mnie ważne.

Oczywiście ważne jest też to, że obok pokazywania tych okropnych zdarzeń prowadzony jest w filmie wątek o miłości, który, oprócz związanych z nią emocji, zrównoważy te okropieństwa.

W.S.: Główna bohaterka "Wołynia" Zosia i jej ukochany Petro kochają się bez względu na wszystko. Miłość jest lekarstwem. Miłość ponad podziałami.

W.S.: A także jeszcze przed Majdanem, co też jest ważne. No i przed tym właśnie skrętem w prawo.

W.S.: Jak najbardziej. Ja sobie wyobrażam idealny odbiór tego filmu tak, że widz wróci do domu, przytuli swoje dzieci, spojrzy na otaczającą go rzeczywistość z innej perspektywy, wyjdzie na balkon i gdy z tego balkonu zobaczy manifestację złożoną z wysportowanych chłopaków z flagami i z symbolami, pomyśli, że te światy być może nie są wcale takie odległe. Że to się może wydarzyć znów.

W.S.: Może na początek należałoby wyprosić z uroczystości państwowych tych panów z racami? Na początek. Jak wyprosić? To jest kwestia prawa, tego, jak działa prawo.

Rozmawiała: Joanna Poros (PAP)

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.