"Wołyń" zabije pojednanie, którego nigdy nie było

Wojciech Smarzowski stał się Józefem Mackiewiczem filmu. Jego dzieło – niezależnie od konsekwencji – będzie dopiero początkiem autentycznego oczyszczenia.

Nieczęsto ogląda się film, po którym widzowie zastanawiają się, jakie środki osłonowe zastosować, by obraz nie wywołał katastrofy. Po przedpremierowym pokazie „Wołynia” dyskusja koncentrowała się właśnie na nich. Film Wojciecha Smarzowskiego jest jak komenda „sprawdzam”, po której staje się jasne, że ponad ćwierć wieku po upadku komunizmu w dialogu historycznym z Ukraińcami jesteśmy w punkcie wyjścia. Salonowe gesty, deklaracje kolejnych prezydentów i debaty historyków są bezbronne wobec siły rażenia dzikości zła, które wylewa się z ekranu. Potencjał tego „sprawdzam” jest nieporównywalny z wypranym z treści i przez lata poddanym inflacji zdaniem „przepraszamy i prosimy o przebaczenie”.

Pozostało 91% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.