Miłośnikom prozy Krajewskiego książki nie trzeba polecać, odnajdą w niej wszystko, co najlepsze w jego powieściach, od niebanalnej zagadki, przez barwny język, po realia i klimat epoki. Ci, którzy nie czytali, a sięgną po tę książkę, mogą liczyć na świetną literaturę. A liczenie i liczba jest przecież, parafrazując Pitagorasa, istotą wszystkich rzeczy.
Immanuel Kant uważał, że tyle jest w każdym poznaniu nauki, ile jest w nim matematyki. To stwierdzenie pasuje jak ulał do najnowszej powieści Marka Krajewskiego, której fabuła skupia się właśnie wokół królowej nauk i jej pasjonatów. „Władca liczb” to trzynasta powieść w dorobku wrocławskiego pisarza, a szósta z detektywem Edwardem Popielskim w roli głównej. Dziewiąta, której akcja dzieje się we Wrocławiu, druga z liczbami w tytule. Po co te cyfry? Czytelnik uzdolniony matematycznie może dostrzegłby w nich jakąś prawidłowość, opisał ciąg i go rozwinął. Matematyka jest przecież we wszystkim i doświadcza tego sam Popielski, kiedy dostaje zlecenie rozszyfrowania serii samobójstw, zdefiniowanych przez genialnego matematyka. Naukowiec ten twierdzi, że za zgonami stoi demon Belmispar, któremu muszą być składane ofiary. Rozpoczyna się śledztwo, którego początek sięga upalnego lata 1956 roku, a finał rozgrywa się już w czasach nam obecnych.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.