BIOGRAFIA | Janusz Głowacki sam lubi kreować się na człowieka z przypadku, prostodusznego naiwniaka, którego życie samo pakuje w niezwykłe sytuacje
Janusz Głowacki, podobnie jak Jerzy Pilch, należy do tych pisarzy, którzy swój literacki wizerunek najlepiej tworzą sami. Głowacki zrobił to z wdziękiem choćby w znakomitym zbiorze felietonów autobiograficznych „Z głowy”. Sam lubi kreować się na człowieka z przypadku, prostodusznego naiwniaka, którego życie samo pakuje w najbardziej niezwykłe sytuacje. Świat widzi go zgoła inaczej. Playboy, bon vivant, bywalec salonów, dziecko szczęścia – to kilka etykiet, które trwale przylgnęły do autora „Ostatniego ciecia”. „Ma Pan dar miażdżącej ironicznej obserwacji zredukowanej nieraz do paru słów, gdzie autor prześwietla rzeczywistość jak rentgen, sam kryjąc się za szczelną gardą... ten dar syntetycznej obserwacji ludzkich owadów – tego nie można się nauczyć, to trzeba mieć wrodzone (...). Jest Pan więc wielki, a co Panu grozi? Z jednej strony właśnie cenzura, a z drugiej nadmierne powodzenie u Spatifowego »dworu«. (Marzył o tym biedny Tyrmand i nie doczekał się – a Pan ma za dużo)” – pisał do Głowackiego Stefan Kisielewski na przełomie lat 70. i 80.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.