Wielkanoc. Nawet w ofercie multipleksów nie może więc zabraknąć filmów na rozmaite sposoby związanych z wiarą.
Jak zwykle w okresie świątecznym jest z czego wybierać, oferta jest do tego zróżnicowana stylistycznie, bardziej lub mniej rewolucyjna. W pierwszym weekendowym box-offisie kwietnia debiutujący „Syn Boży” był co prawda dopiero na 10. miejscu, ale za to „Noe: wybrany przez Boga” już od dwóch tygodni zasiada na tronie lidera. W Wielki Piątek w kinach pocieszenie znajdą też wątpiący, których tytułem zachęca film „Niebo istnieje... naprawdę”. „Syn...” to propozycja konwencjonalna i artystycznie przezroczysta, kronika życia Chrystusa oparta na telewizyjnej miniserii „Biblia”. Konsultowali go najbardziej wpływowi chrześcijanie w branży, a jego producentowi udało sprzedać się prawa do filmu ponad sześćdziesięciu krajom. „Noe...” Darrena Aronofsky’ego z opowieści o legendarnym budowniczym arki zrobił katastroficzne fantasy. Talent reżysera, niezależnego eksperymentatora, rozpłynął się gdzieś w falach potopu, ale okołobiblijny dramat sprzedaje się jak dotąd świetnie. Jak poradzi sobie „Niebo...”, oparte na „prawdziwej historii” spisanej na kartach światowego bestsellera, opowiadające o chłopcu, który podczas narkozy odwiedził Królestwo Niebieskie? Autorzy hojnie obiecują, że film „na zawsze zmieni sposób, w jaki myślisz o wieczności, pozwalając ci przyjąć perspektywę dziecka i uwierzyć jak ono”.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.