Podobno po obejrzeniu „Galerianek” Andrzej Wajda stwierdził, że ma do czynienia z filmem zrealizowanym przez gimnazjalistkę. Z czystym sumieniem mógłby powtórzyć to samo pod adresem „Hardkor disko”.
Debiut Krzysztofa Skoniecznego jest równie infantylny jak jego – pozornie przewrotny – tytuł. W toku opowieści, niczym refren, powracają seks, przemoc i tajemnica, a więc żywioły napędzające kino od dziesięcioleci. Ostentacja reżysera odbiera jednak fabule cały powab i zniża ją do poziomu wulgarnej fantazji szkolnego łobuza. Zachłyśnięty przywołaną na ekranie atmosferą młodzieżowych imprez Skonieczny traci z oczu własne ambicje. Reżyser „Hardkor disko” jest jak Haneke, który z trudem wyczołgał się z party w remizie.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.