ESEJ | Największe nie musi być najlepsze, czyli o kłopotach anglojęzycznego rynku opowiadań z prestiżem, tożsamością i literacką prawdą
Z pisaniem opowiadań – podobnie jak z pisaniem o opowiadaniach – wiąże się pewien podstawowy problem. To problem natury definicyjnej: nie do końca wiadomo, czym opowiadanie jest. Sprawa nigdy nie była całkiem jasna, ale po epoce postmodernizmu („post-post, kiedy już przeszła kawalkada i przejeżdża się spychaczem, zgarniając wszystko” – by przywołać żartobliwe słowa Eduarda Mendozy) zrobiła się jeszcze bardziej mętna. Oczywiście, teoria literatury dysponuje poręczną definicją opowiadania – że to krótka forma prozatorska o mniejszym stopniu złożoności niż powieść, że operuje pojedynczym, często anegdotycznym wątkiem, jednym źródłem konfliktu, niewielką liczbą postaci i uproszczonym rysunkiem tła, chętnie pomija fabularną ekspozycję, ogranicza się praktycznie do samej kulminacji i gwałtownie się kończy.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.