Autopromocja

"List z Warszawy": Lekcja z muzyką

List z Warszawy, fot. Jarosław Budzyński
List z Warszawy, fot. Jarosław Budzyński Media
24 września 2020

„List z Warszawy” to próba opowiedzenia o relacjach polsko-żydowskich teraz i przed laty. Ważna, choć pewnie niedoskonała. 

List z Warszawy, Piotr Bajtlik, Izabella Bukowska, Agnieszka Kurowska fot. Jarosław Budzyński
List z Warszawy, Piotr Bajtlik, Izabella Bukowska, Agnieszka Kurowska fot. Jarosław Budzyński

Że musical nie musi być błahą rozrywką (choć może, czemu nie) wiemy przynajmniej od lat 60. XX, choćby dzięki antywojennemu „Hair” czy wielkiemu „Kabaretowi” z narodzinami faszystowskiego państwa w centrum perypetii bohaterów.

W „Liście z Warszawy”, który przez warszawską scenę przemknął przed pandemią (wtedy w Basenie Artystycznym), a teraz wrócił właściwie jako „druga premiera” w teatrze Palladium, najważniejsze są relacje polsko-żydowskie, a konkretnie współczesne problemy z jakąkolwiek wymianą myśli między Polakami a środowiskiem nowojorskich Żydów. To zastrzeżenie jest o tyle istotne, że środowisko to – rekrutujące się w dużej części z ocalałych Żydów niemieckich – formułuje wobec Polski ostre zarzuty. Podjąć się próby ich sprostowania – a ewidentnie taki jest cel – to co najmniej ryzykowne posunięcie. Gdyby pomysł wyszedł od „polskiej strony”, niechybnie spotkałby się z zarzutem upolitycznienia. Tyle że autorem „Listu z Warszawy” jest amerykański trębacz jazzowy i kompozytor

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: GazetaPrawna.pl / Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.