Autopromocja

Przez sowieckie ucho igielne. Eduard Koczergin, „Ochrzczeni krzyżami” [RECENZJA]

Eduard Koczergin, „Ochrzczeni krzyżami”
Eduard Koczergin, „Ochrzczeni krzyżami” Media
16 czerwca 2017

Eduard Koczergin urodził się w Leningradzie z matki Polki i ojca Rosjanina w roku 1937, pamiętnym roku Wielkiej Czystki. Ojca aresztowano tuż przed jego narodzinami (i niebawem rozstrzelano), matkę Bronisławę Odyniec stalinowski wymiar sprawiedliwości skierował do łagru, kiedy Eduard miał dwa lata.

2984191-magazyn-dgp-16-06.png

 Chłopiec trafił najpierw do mieszkających w Leningradzie polskich krewnych, potem do domu dziecka przy NKWD, gdzie przechowywano potomstwo uwięzionych wrogów ludu. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej nieznający języka rosyjskiego czterolatek został wraz z innymi dziećmi ewakuowany za Ural, pod Omsk, do kolejnej „placówki opiekuńczej” prowadzonej przez bezpiekę. W roku 1945, gdy Wielka Wojna Ojczyźniana dobiegła końca, Eduard postanowił uciec z zakładu i wrócić do domu. Wędrówka przez Rosję zajęła mu następne sześć lat. Pamiętnik tej tułaczki Koczergin, później uznany scenograf, spisał dopiero po siedemdziesiątce.

„Ochrzczeni krzyżami (krieszczionnyje kriestami) – dawne określenie więźniów z rosyjskich zakładów karnych (tradycyjnie budowanych na planie krzyża), będące też atrybutem tak zwanych autorytetów kryminalnych, do których w czasach stalinowskich dokooptowywano więźniów politycznych. Pojęcie szerokie, niejednoznaczne...” – tłumaczy w krótkim wstępie autor. Oczywiście stwierdzenie, że Rosja epoki Stalina była jednym wielkim więzieniem, jest dość banalne – nie oddaje też głębi całej sprawy. Tytuł, jaki Koczergin nadał swoim wspomnieniom, wskazuje na coś więcej – na to mianowicie, że system totalitarnej kontroli, odziedziczony jeszcze, gwoli precyzji, po czasach caratu, a przez bolszewików sumiennie udoskonalany, miał swoją drugą, nieoficjalną twarz: niewolniczą, więzienną, łagrową kulturę z jej osobliwym podejściem do miłosierdzia, honoru i wartości ludzkiego życia. To dzięki istnieniu tego podziemnego świata, w którym wprawdzie gloryfikowano okrutną przemoc, nieuczciwość i przestępczy arystokratyzm, ale z drugiej strony uważano za normalne pewne sprawy, które powszechnie uważa się za nienormalne – jak to choćby, że mali chłopcy włóczą się samopas po dzikim, spustoszonym świecie – a zatem to dzięki temu podziemiu mały Eduard mógł przejść przez sowieckie ucho igielne: odnaleźć matkę po wielu latach.

Sama historia opowiedziana w książce nadaje się na fabułę filmu przygodowego. Eduard zarabia na dworcach i targowiskach, wyginając ku uciesze gawiedzi drut w profile Lenina i Stalina. Przemytnik uczy go, jak zbudować syberyjski szałas i rozpalić ognisko w każdych warunkach. U chińskiego straganiarza poznaje tajniki malowania na szkle, od pewnego Estończyka uczy się sztuki tatuażu, od grupy kolejowych złodziei – umiejętności wykradania walizek z przedziałów w czasie jazdy pociągu. Parę razy ratują go z opresji żołnierze, wciąż jeszcze opromienieni sławą zwycięstwa nad Hitlerem (a przez to częściowo przynajmniej nietykalni). Zimy chłopiec spędza w kolejnych domach dziecka NKWD – inercja systemu sprawia, że w tych placówkach, urządzonych na wzór całkiem dorosłych więzień i aresztów śledczych, nie istnieje żadna centralna ewidencja, można więc – powoli, bo powoli, ale jednak – zmierzać od obwodu do obwodu uparcie w kierunku zachodnim.

Mnóstwo tu treściwie sprzedanych osobliwości obyczajowych, sporo humoru, generalnie ciekawa jest w tej książce perspektywa: świat widziany oczyma dziecka, ale wzbogacony mądrością i dystansem starca. Cała rzecz liczy sobie ledwie 180 stron, co w erze współczesnej rozwlekłości jest poważnym atutem, fascynujący okazuje się też portret Rosji – wiejskiej, sennej, zawieszonej w bezczasie – jaki przebija od czasu do czasu zza totalitarnej zasłony. Rosji zamieszkiwanej przez ludzi, którym ukradziono los, ale nie zdołano odebrać człowieczeństwa.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.